Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Kajman z wioski Kobiernice. Mam przejechane 15762.40 kilometrów w tym 1149.69 w terenie. Wlokę się z prędkością średnią 17.10 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.



button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl
baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Kajman.bikestats.pl


free counters

Najpopularniejsze zdjęcia:



Wpisy archiwalne w miesiącu

Lipiec, 2010

Dystans całkowity:696.81 km (w terenie 90.00 km; 12.92%)
Czas w ruchu:42:23
Średnia prędkość:16.44 km/h
Maksymalna prędkość:69.00 km/h
Suma podjazdów:4351 m
Liczba aktywności:12
Średnio na aktywność:58.07 km i 3h 31m
Więcej statystyk
  • DST 15.30km
  • Teren 3.00km
  • Czas 00:56
  • VAVG 16.39km/h
  • VMAX 39.00km/h
  • Podjazdy 76m
  • Sprzęt Kellys Aeron
  • Aktywność Jazda na rowerze

Ostatni zajazd na Litwie i reminiscencje morskie

Niedziela, 25 lipca 2010 • dodano: 25.07.2010 | Komentarze 15


magneticlife.eu because life is magnetic

No może nie zajazd, ale wyjazd. Dzisiaj ostatni objazd Trok i trochę wspomnień z przed dwóch dni czyli wyjazdu nad morze.

To się nazywa wyskok © Kajman


Dzisiaj ostatni dzień na Litwie, jutro wracamy i trzeba będzie się pakować. Postanowiliśmy z Elą pojechać do Trok na zakupy i po raz ostatni wpaść do karaimskiej restauracji na chłodnik z ogórkami.

Odkryliśmy ścieżkę rowerową wzdłuż jeziora © Kajman


W Trokach, na targu koło zamku można kupić piękne rzeczy z bursztynu. Ela już w pierwszym dniu kupiła sobie zestawik. Trzeba dzisiaj kupić coś dla córki i jakąś koszulkę dla syna:)

Scieżka jst fajna i długa © Kajman


Wpadamy jeszcze do sklepu po zakupy spożywcze, a następnie jedziemy do naszej ulubionej karaimskiej restauracji na chłodnik z zielonymi ogórkami. Danie pozostanie nam na długo w pamięci. Można je dostać tylko w tej jednej jedynej restauracji:)

W knajpie tłok, holenderscy rowerzyści tez docenili jej walory:) © Kajman


Obładowani zakupami zatrzymujemy się jeszcze na lody w kawiarni pod zamkiem. Siedzi obok nas trzech ruskich i wali gorzałę na stakany. Na ten widok robi mi się trochę słabo, ale za młodych lat w Rosji też tak człowiek poradził, no może nie o 10 rano:(
Na szczęście lody skupiają moją uwagę:)

Do sakw spakowaliśmy pełen kosz zakupów, traeba przyznać, że są świetne:) © Kajman


Aby obraz Litwy był w miarę pełny, należy coś opowiedzieć o części nadmorskiej tego kraju. Przedwczoraj zapowiedziano temperaturę w Trokach na około 36 stopni. Rano wsiedliśmy do auta klima na ful i hajda nad morze. Raptem 320 kilometrów w jedną stronę, ale jest autostrada więc niecałe 3 godziny jazdy:)

Molo w Pałądze wybudowane przez Tyszkiewiczów a wyremontowane ostatnio:) © Kajman


Pierwszym celem jest Pałąga. Kurort na wybrzeżu litewskim. Służy niezaspokojonym Włochom (sporo panienek) i nowym ruskim, których samoloty lądują na pobliskim lotnisku co chwilę.
Pałąga jest tłocznym miasteczkiem, które może się spodobać tylko tym, którzy zabawę przedkładają ponad wszystko. Nas bardzo szybko zaczyna nużyć i męczyć. Kible "na Małysza" przy plaży zwalają nas z nóg:(

Plaża w Pałądze © Kajman


W Pałądze jest Pałac Tyszkiewiczów, w którym obecnie mieści się muzeum bursztynów. Pytam parę osób gdzie to jest. Nikt nic nie wie, zaczynam się głupio czuć zadając przechodniom to pytanie, patrzą na mnie jak na idiotę, facet jest nad morzem a pyta o muzeum.
Informacji turystycznej też nie mogliśmy znaleźć:(

Tam się liczy tylko plaża i zabawa © Kajman


To, że ludzie, nawet miejscowi nic o Tyszkiewiczach nie słyszeli specjalnie mnie nie dziwi, ale o muzeum bursztynu powinni coś wiedzieć.
Jadąc nad morze przejechaliśmy dwie potężne burze, teraz zbiera się na trzecią. W końcu znajdujemy pałac, ale jest już późno. Postanawiamy sobie go odpuścić:(

Fontanna w Pałądze © Kajman


Pałac znajduje się w potężnym parku. Zwiedzenie go zajęłoby zbyt wiele czasu. Przed nami jeszcze inne atrakcje. Jedziemy do Kłajpedy.

Hotelik w Pałądze © Kajman


Kłajpeda jest trzecim co do wielkości miastem litewskim. Założyli ją Krzyżacy inflanccy w 1252 roku. Wtedy też powstał zamek. Wówczas miasto nazywało się Memel. Miasto przechodziło z rąk do rąk, było krzyżackie, pruskie, szwedzkie, litewskie, rosyjskie i znów pruskie. Trzy lata w okresie międzywojennym zawiadowała nim Liga Narodów.
Wpływy niemieckie są bardzo widoczne do dziś.

Port w Kłajpedzie © Kajman


Na mnie Kłajpeda zrobiła wrażenie najbardziej nowoczesnego miasta Litwy. Co port, to port. Ciekawa jest też starówka. Przypomina zabudową nadmorskie miasta niemieckie.

Rynek w Kłajpedzie © Kajman


Dla tych, których kusi odwiedzenie wybrzeża litewskiego, może przydać się jedna praktyczna informacja. Jeżeli znacie ceny litewskie, to nad morzem pomnóżcie je razy trzy.
Na obiad zamówiliśmy sobie dla mnie gulasz a dla Eli cukinia z grzybami na patyku a'la szaszłyk, do tego po piwku i rachunek 80 złotych:(

W knajpie jest drogo, ale ładnie © Kajman


Pozostałe ceny też są w podobnej proporcji. Gofr wielkości 1/3 naszego kosztuje 6 złotych, a koszulka, którą kupiłem w Trokach za 30 litów, tam kosztuje 70!!!
To jest rozbój w biały dzień:(

Kłajpeda © Kajman


Szwendamy się troszkę po ulicach starego miasta. Przypominają do złudzenia Kilonię czy Stralsund. Często słychać na ulicy język niemiecki.
Postanowiliśmy znaleźć kominiarza co przynosi szczęście:)

Jest kominiarz na dachu domu © Kajman


Trzeba dotknąć guzika wmurowanego w ścianę domu. Ciekawe o co Ela prosi? © Kajman


Szwendamy się po uliczkach starej Kłajpedy © Kajman


Najstarszy szynk w Kłajpedzie © Kajman


Anusia z Tharau. Niemcy o niej śpiewają piosenki do dziś. © Kajman


Czas wybrać się na Mierzeję Kurońską. To taki ichni półwysep helski, tylko dużo, dużo większy. Żeby tam się dostać, trzeba przepłynąć promem. Długo szukamy wjazdu na prom, oznaczenie jest bardzo kiepskie. W końcu docieramy. Za przeprawę promową zdzierają z nas jakieś spore pieniądze, ale trzeba tam być.

Mewy na tle tęczy © Kajman


Znów zbiera się na burzę. Jedziemy zwiedzić delfinarium i muzeum morskie. Muzeum i delfinarium znajdują się na końcu mierzei. Muzeum mieści się w starym forcie chroniącym wejścia do portu. Tym razem jesteśmy zachwyceni. Muzeum jest piękne, delfinarium też. Oglądając delfiny przeczekujemy burzę. Jest co oglądać, zobaczcie sami:)

Stary fort, w którym jest muzeum morskie © Kajman


Muzeum jest bardzo duże i wszystko przyciąga uwagę © Kajman


Są żywe koralowce © Kajman


Są żółwie mórz południowych, są też ryby bałtyku i zatoki kurońskiej © Kajman


Są gabloty z muszlami, są stare kotwice i różne statki. Jest co oglądać. © Kajman


W delfinarium jest fantastycznie, delfiny w ilości 7 sztuk robią różne sztuczki:) © Kajman


Delfiny skaczą, aportują, malują obrazki farbkami © Kajman


Tańczą też z dziewczynami a później jak to po dyskotece bywa, robią różne bezeceństwa:) © Kajman


Potrafią też świetnie grać w kosza © Kajman


I zawsze trafiają © Kajman


Po występach delfinów prezentują się foki © Kajman


One też potrafią grać w kosza © Kajman


Pierwotnie mieliśmy w planie spędzić tydzień na Mierzei Kurońskiej. Dobrze, że zostaliśmy w Trokach a mierzeję tylko odwiedziliśmy. Jednorazowy wjazd na Mierzeję Kurońską kosztuje 25 zł. Wymyślili sobie, że jest to park narodowy i kasują. Są bramki jak na autostradzie.

Lodzik z widokiem na Zatokę Kurońską © Kajman


Jedziemy do najbliższej miejscowości, czyli Juodkrante. Przed wjazdem do miasteczka na drogę wchodzi olbrzymi łoś. W końcu na Litwie udaje nam się go zobaczyć. Niestety nie ma fotki, bo zanim wyjęliśmy aparat, dostojnie poczłapał do lasu:(

Idę do Finlandii © Kajman


W Joudkrante mierzeja ma raptem dwa kilometry szerokości. Pokonujemy dystans od zatoki do morza pieszo. Jest pięknie.
Na mierzei jest sporo ścieżek rowerowych. Chyba w ogóle lepiej poruszać się tam rowerem niż autem. Jest to wymarzone miejsce do spędzenia wakacji dla kogoś, kto lubi ciszę i spokój.

Wracam z Finlandii © Kajman


Tam można odpocząć, ale raczej o zwiedzaniu nie ma mowy. Każdorazowy wjazd na mierzeję 25 zł, przeprawa promem pięć dych!!!
Tam trzeba siedzieć i napawać się widokami. Fajne, ale nie dla nas.

W drodze na plażę spotkałem kajmana:) © Kajman


Kategoria Litwa


  • DST 2.32km
  • Czas 00:08
  • VAVG 17.40km/h
  • Sprzęt Kellys Aeron
  • Aktywność Jazda na rowerze

Luzik

Sobota, 24 lipca 2010 • dodano: 24.07.2010 | Komentarze 8


magneticlife.eu because life is magnetic

Litewskie wakacje dobiegają końca, w poniedziałek wracamy do domu. Ze względu na temperaturę sięgającą 36 stopni w cieniu, postanowiliśmy odpuścić sobie ostatnią dłuższą planowaną wycieczkę. Przejechanie 130 kilometrów w tej temperaturze nie byłoby przyjemnością. Ela zarządziła luzik.

Ciekawe co też dzieje się na BS © Kajman


Wczoraj przed upałem uciekliśmy nad morze. Coś o tym napiszę jutro. Dzisiaj też postanowiliśmy zająć się głównie mokrym, czyli pływaniem i piciem zimnego piwa.

Więcej dzisiaj przepłynąłem niż przejechałem na rowerze © Kajman


Litewskie jeziora są piękne i takie puste © Kajman


Patrząc na to co dzieje się na campingu, nasz pobyt w tym miejscu trwa niewątpliwie najdłużej. Ludzie wpadają, są jeden, dwa dni i jadą dalej. Nam się to miejsce bardzo spodobało:)

Najlepsze miejsce na campingu © Kajman


Na campingu robi się tłok © Kajman


Coś nam lata nad głową © Kajman


Pomost na campingu © Kajman


Tu można dobrze zjeść © Kajman


A to campingowa plaża poniżej restauracji © Kajman


Na rower wskoczyłem tylko po to by pokazać jak przeciętny Litwin spędza czas nad wodą.

Każde miejsce gdzie nie ma trzcin jest okupowane do granic możliwości © Kajman


Samochody w takich miejscach parkują na poboczach, niejednokrotnie na długości kilometra © Kajman


Dobrze też mieć kumpla, który ma dostęp do jeziora © Kajman


Na campingową plażę też można się dostać nie będąc mieszkańcem campingu, ale trzeba za to zapłacić. W sobotę i niedzielę korzysta z tej możliwości wielu zamożniejszych Litwinów. Reszta szuka darmowego dostępu do wody.

Poniżej mapka tym razem z pływania.

Kategoria Litwa


  • DST 109.78km
  • Czas 06:33
  • VAVG 16.76km/h
  • VMAX 47.00km/h
  • Podjazdy 369m
  • Sprzęt Kellys Aeron
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wyciągnąć Meaka z lasu

Środa, 21 lipca 2010 • dodano: 22.07.2010 | Komentarze 14


magneticlife.eu because life is magnetic

Dawno już wiedzieliśmy, że Meak wybiera się na wyprawę po Litwie. Ponieważ Marek jest ze Szczecina a my górale niskopienni mamy tam kawałek, stwierdziliśmy z Elą, że jest to duża szansa poznania przemiłego bikestatowicza. Postanowiliśmy zrobić ustawkę:)

Wyciągneliśmy Meaka z lasu © Kajman


Wiedzieliśmy, że Marek będzie się poruszał szutrami i lasami w okolicach Druskiennik, dlatego wyjazd w te rejony pozostawiliśmy do czasu kiedy tam dotrze. Siedząc w Kiejdanach i pijąc piwo, dostaję smsa, Marek dociera na Litwę. Umawiamy się za dwa dni na wspólną jazdę.

Szukam Marka w lesie © Kajman


Gdy wczoraj zdobywaliśmy najwyższy szczyt na Litwie, dostaję kolejnego smsa od Marka. Okazuje się, że jest szybszy od błyskawicy i już dojechał do Druskiennik. Podaje nam pozycję gdzie nocuje, ale umawiamy się pod kościołem w Kabeliai o 9. Dziura jest mała, jeden kościół, więc trudno będzie się nie znaleźć:)

Spotkaliśmy się z Maekiem © Kajman


Na Litwie czas jest przestawiony o godzinę do przodu. Wskazanie gpsa jest takie, że mamy 3 godziny do celu. Hołowczyc myślał, że pojedziemy szutrem a było asfaltem. Efekt jest taki, że przyjeżdżamy na miejsce godzinę przed czasem. Fakt, że mamy z campingu 150 kilometrów, ale autem po pustych litewskich drogach jedzie się szybko. Cóż, może znajdziemy Marka w lesie. Docieramy na podaną pozycje, ale go tam nie ma.

Jedziemy po Dziukijskim Parku Narodowym © Kajman


Jedziemy więc pod kościół w Kabeliai. Widzimy Marka jak czeka na nas przy okolicznym jeziorku. Też nie mógł spać i wyjechał wcześniej. Pod kościołem zostawiamy auto i wspólnie ruszamy zwiedzać Dziukijski Park Narodowy. Focimy kościół bo jest drewniany a jak czytelnicy wiedzą, drewniane kościoły bardzo lubię. Niestety ten też jest zamknięty:(

W parku jest wszystko, łosie też © Kajman


Marek jest obładowany sakwami, rower pewnie waży z pół tony, my na luziku z torebką na bagażniku. Musimy dla kogoś postronnego wyglądać tak, jak byśmy Marka wykorzystywali.
Ela zdecydowanie preferuje asfalt i tak też dobrała trasę wycieczki. Marek na szczęście decyduje się porzucić chwilowo szutry i leśne dukty. Przed nami piękna wycieczka. Jedziemy do Marcinkowa. Tam też jest drewniany kościół:)

Marek pod bramą kościelną © Kajman


Kościół w Marcinkowicach © Kajman


Sesja zdjęciowa © Kajman


Ela i Marek lubią papierzaste mapy, często sprawdzają gdzie jesteśmy i gdzie jechać dalej. Pod tym względem dobrali się jak w korcu maku:)

Sprawdzają mapy © Kajman


Marek postanawia zmienić swoje plany i jedziemy wspólnie dalej. Celem jest Merecz.
Miasteczko było od XI wieku siedzibą myśliwskiej rezydencji książąt litewskich. Było też ulubionym miejscem polowań królów polskich. Tam właśnie Władysław IV w 1648 roku wykitował podczas polowania.

Cerkiew na rynku w Mereczu © Kajman


Cały zespół staromiejski został uznany za zabytek architektury. W Mereczu najcenniejszym zabytkiem jest kościół Wniebowzięcia NMP ufundowany przez Jagiełłę w pierwszej połowie XV wieku. W kościele są aż trzy otoczone kultem obrazy między innymi XVI wieczna Madonna z Merecza.

Kościół ufundowany przez Jagiełłę. © Kajman


Przed kościołem o fundatorach oczywiście nie ma ani słowa. Jest też jak wszystkie inne zamknięty na głucho. Na drzwiach kościoła jednakże jest kartka, że wystarczy wykonać telefon i pojawi się przyjazny duszek by otworzyć podwoje. Mam szczerą ochotę wykonać ten telefon by wejść do środka.

Kościół z innej strony © Kajman


Ela stwierdza, że zwiedzania kościołów ma powyżej dziurek u nosa. Takie diktum zwala mnie z roweru i to dosłownie. Krew zostaje na bruku Mereczkim!!! Teraz Ela twierdzi, że była to typowa SPDowska gleba, ale to brak zainteresowania z jej strony zwalił mnie z nóg!!!

Widok na Niemen w Mereczu © Kajman


W Mereczu jemy obiad. Panienka w knajpie uporczywie usiłuje wmusić w nas kurczaka, ale my mamy ochotę na pierogi. Po krótkich pertraktacjach panienka decyduje się na przyjęcie zamówienia. Podejrzewam, że pierogów nie mieli, ale skoczyli do pobliskiego sklepu i kupili mrożone. Była nas trójka i dostaliśmy wymieszane gatunkowo pierogi. Pewnie w sklepie brakło jednego gatunku.Posileni głównie piwkiem jedziemy dalej.

Kościół w Liszkowie © Kajman


Kolejnym celem jest Liszków. Miasteczko często eksponowane w Litewskich folderach reklamowych. Już w II wieku w Liszkowie istniało grodzisko. Później zaczęto budować zamek. Po wiktorii grunwaldzkiej budowę porzucono. Kurcze ile Litwini zaoszczędzili po Grunwaldzie. Nie musieli kończyć budowy zamku a teraz nie muszą go odbudowywać:)

Tam miał być zamek a zostało wzgórze © Kajman


Bardzo ciekawym obiektem w Liszkowie jest kościół Trójcy Świętej wybudowany w latach 1704-1720. Kościół powstał nieopodal klasztoru Dominikanów. Fundacji klasztoru dokonał w 1694 roku Jerzy Kosiłło a Dominikanów sprowadził z Sejn.

Kościół zerżnięty z warszawskiego kościoła Sakramentek na Rynku Nowego Miasta © Kajman


Mnie najbardziej zaciekawiło to, że po kasacie zakonu, klasztor pełnił funkcję domu demekrytów dla całego Królestwa Polskiego. Demekryci, to tacy księża i zakonnicy, którzy zostali skazani przez sądy kanoniczne na pokutę w odosobnieniu za wykroczenia przeciwko powołaniu kapłańskiemu. Jednym słowem trzymali tam lubieżników i pedofili.

Znów Niemen © Kajman


Po zwiedzeniu Liszkowa jedziemy do Druskiennik. Na granicy miasta rozstajemy się z Meakiem. Przejechaliśmy razem 76 fantastycznych kilometrów. Dzięki Marku za wspaniałą wycieczkę:)

Tablica © Kajman


Druskienniki są najbardziej znanym litewskim kurortasem. Słyną z wód solankowych. Na mnie nie zrobiły żadnego wrażenia. Jest to spore miasteczko, ale nie czuć w nim tego specyficznego klimatu kurortu.

Pensjonat w Druskiennikach © Kajman


W porównaniu z Birsztanami wypadają słabo, ścieżki nad Niemnem są rozkopane, park taki sobie a całość sprawia wrażenie chaosu. Podziwiam ludzi, którzy decydują się spędzić tam urlop.

Widok na Niemen w Druskiewnikach © Kajman


Fontanna na jeziorze w Druskiennikach © Kajman


Ogólnie wycieczka po Dziukijskim Parku Narodowym była bardzo ciekawa. Znów przenieśliśmy się w czasie. Tak jak i inne miejsca na Litwie Park przypomina jeden wielki skansen. Takich miejsc w Europie jest już chyba niewiele. Trzeba się śpieszyć by je zobaczyć.

Przeniesieni w czasie © Kajman


Coś się wali © Kajman


To jest wielki dom, inne są mniejsze, ale w tym samym stylu © Kajman


Jeżdżąc po Dziukijskim Parku Narodowym tak jak i w innych miejscach na Litwie, można się natknąć na wiele ciekawych rzeźb wykonanych głównie z drewna. Oto kilka z wielu z nich.

Kapliczka © Kajman


Rower © Kajman


Gnębienie chłopstwa przez panów i zwierzyny przez chłopstwo © Kajman


Dzięki Marku z cudowną wycieczkę i do zobaczenia w górach:)

Na marginesie zauważę, że właśnie przekroczyłem 4000 kilometrów w tym roku:)



  • DST 60.45km
  • Teren 23.00km
  • Czas 03:48
  • VAVG 15.91km/h
  • VMAX 48.00km/h
  • Podjazdy 307m
  • Aktywność Jazda na rowerze

Najwyższy szczyt Litwy zdoby

Wtorek, 20 lipca 2010 • dodano: 20.07.2010 | Komentarze 10


magneticlife.eu because life is magnetic

Pewnie to nie jest jakiś wyczyn, ale zawsze. Zdobyliśmy najwyższe wzniesienie na Litwie, całe 294 m n.p.m. Ale od początku. Rano rowery zapakowane na bagażnik i jedziemy do Rukainiai, miejscowości leżącej za Wilnem w kierunku białoruskiej granicy.

Zdobyliśmy najwyższe mejsce na Litwie © Kajman


Na mapie Wileńszczyzny, Rukainiai jest oznaczone jako atrakcja turystyczna. Jest tam pomnik Chrystusa. Na zdjęciu wygląda przynajmniej jak ten w Buenos Aires. Koniecznie chcę go zobaczyć. Trochę się zdziwiłem gdy tam dotarliśmy:(

Chyba trochę mniejszy od argentyńskiego © Kajman


Zaplanowaliśmy z Elą wycieczkę tak, by zobaczyć nieznaną szerzej Wileńszczyznę i oczywiście wjechać na najwyżej położone miejsce na Litwie. Kierujemy się do Miednik Królewskich.

Miedniki Królewskie © Kajman


Miedniki są miejscowością, w której 80% ludności stanowią Polacy, ale polską nazwę musieli sobie wystrugać sobie z deseczek. W miejscowości znajduje się zamek założony przez Olgierda,

Zamek w Miednikach © Kajman


Po ataku krzyżackim w 1402 roku, Witold wybudował największą murowaną fortecę w Wielkim Księstwie. Często bywali tu też Jagiellonowie. W zamku były przechowywane w latach 1484 - 1636 zwłoki św Kazimierza, patrona Litwy.

Budują zamek © Kajman


Obecnie zamek jest odbudowywany. Majster nie chciał nas wpuścić do środka, więc zdjęcie trzeba było robić z bramy wjazdowej.

Tu mozna się zatrzymać © Kajman


W Miednikach jest też drewniany kościół. Zatrzymujemy się żeby go zwiedzić. Niestety też jest zamknięty, ale widać na nim polskie akcenty.

Kościół Trójcy Świętej w Miednikach © Kajman


Dzwonnica © Kajman


Polski akcent © Kajman


Koło kościoła pytam gościa jadącego furmanką, gdzie jest ten słynny najwyższy punkt Litwy? Facet mówi "panie, tam nic nie ma, tylko jeden kamień". Może i tak, ale chcemy ten kamień zobaczyć. Zgodnie ze wskazówkami, trafiamy na miejsce.

Najwyższe miejsce na Litwie © Kajman


Miejsce nazywa się Góra Józefowa. Nie ma tam żadnych oficjalnych oznaczeń dojazdu. Na szczęście jakaś troskliwa osoba ustawiła drogowskazy, jeden wypisany na desce inny na metalowej tablicy.

Góra Józefowa jest chyba miejscem pikników, leżała nawet puszka po Tyskim © Kajman


Teraz przed nami jest droga przez prawdziwą Wileńszczyznę, jedziemy do Szumska. Zaczyna się szuter i krajobrazy jak z "Nad Niemnem" Elizy Orzeszkowej. Miejscowości wyglądają tak, jakby czas się tam zatrzymał dawno, dawno temu.

Zaczyna się szuter © Kajman


Prawdziwa Wileńszcyzna © Kajman


Na rozstaju dróg, gdzie przydrożny Chrystus stał © Kajman


Opuszczony dom © Kajman


Widoczek © Kajman


W drodze do Szumska zjeżdżamy na granicę białoruską. Chciałem zobaczyć jak wygląda prawdziwa granica z celnikami, otwieraniem bagażników i odprawą graniczną.

Granica Litwy z Białorusią © Kajman


W końcu docieramy do Szumska. Miejscowość wzięła nazwę od niejakiego Szumskiego, który wybudował tam swój dworek. Ufundował też bardzo ciekawy kościół.

Kościół w Szumsku © Kajman


Tu udało nam się wejść, chyba ze wzglęgu na prace remontowe © Kajman


Wnętrze © Kajman


Na placu kościelnym jest kilka polskich akcentów. Jest też kaplica i kilka grobów z polskimi napisami.

Kapliczka © Kajman


Napis na kapliczce © Kajman


Kościół znaleźć jest łatwo bo jest duży. Gorzej z dworkiem. Pytam jakąś kobietę jak dojechać. Jest całkowicie pijana, zatacza się na kierownicę mojego roweru. Mówi "a to tam gdzie żeńszcziny mieszkaly, priamo" No tak dwa kilometry szutrem.

Znaleźliśmy dworek © Kajman


Widzę pierwsze zabudowania dworu. Idzie następna kobita, tym razem trzeźwa. Zostaje naszą przewodniczką po majątku Szumskich. Kiedyś pracowała w kołchozie, którego dyrekcja była w dworku. Wtedy wszystko było piękne. Ludzie mieli pracę, trawa była wykoszona a majątek ładnie utrzymany. Dzisiaj nie ma pracy, ludzie dostają 370 litów (400 zł) zasiłku i to nie wszyscy a majątek wygląda tak.

Zrujnowany dwór © Kajman


Był kiedyś taki film z Kondratem, nie pamiętam tytułu. Założyli fabrykę wina. Tu wygląda tak samo. Ludzie żyją ze zbierania jagód i grzybów.
Na przystanku autobusowym widziałem parę, która obalała z gwinta 0,7 gorzały. Ci ludzie są całkowicie zagubieni.

A kiedyś było pięknie © Kajman


Dzisiaj Szumsk wygląda tak. Główna ulica © Kajman


Wiem, że wpis wyjdzie nieco przydługi, ale nie mogę się oprzeć aby nie dodać kilku zdjęć i przemyśleń z dnia wczorajszego.
Wczoraj pojechaliśmy najpierw na cmentarz na Rossie. Podczas ostatniej wizyty w Wilnie nie zdążyliśmy go zwiedzić.

Tu leży serce Piłsudskiego © Kajman


Cmentarz na Rossie zrobił na mnie duże wrażenie. Jeszcze większe wrażenie wywarło jego otoczenia. Pomijam pseudo przewodników, którzy za parę złotych chcą oprowadzać wycieczki po cmentarzu. My chcieliśmy w skupieniu zobaczyć go sami.

Cmentarz na Rossie © Kajman


Pierwszym szokiem była tablica przy wejściu na cmentarz. Pisze na niej po Litewsku i Angielsku, że jest to cmentarz Litewski na którym leży kilku znanych Polaków. Szok!!!

Cmentarz na Rossie © Kajman


Na zdjęciu powyżej jest grób Lelewela. Bardzo ciekawe są napisy na nagrobkach. Prawie wszystkie po polsku. Można się wiele dowiedzieć o ludziach, ich wartościach i sposobie patrzenia na świat.

Grób ojca Juliusza Słowackiego © Kajman


Uważam, że cmentarz jest na tyle ciekawy, że trzeba poświęcić mu sporo czasu, bez żadnych przewodników, którzy pokazują najciekawsze miejsca pomijając perełki, które można odnaleźć samemu.

Cmentarz na Rossie © Kajman


Przed wejściem na cmentarz, kupiłem gazetę o nazwie Kurier Wileński. Gazeta wydawana przez Polaków mieszkających na Litwie. Był tam artykuł o bitwie pod Grunwaldem. Dowiedziałem się z niego, że bitwę wygrali Litwini, Jagiełło cały czas się modlił a Polskie wojsko stało w krzakach. W końcowej fazie bitwy królewski hufiec trochę pomógł Litwinom.

Cmentarz na Rossie © Kajman


Artykuł jest oparty o źródło z jakiegoś kronikarza. Podejrzewam, że był to jeden z tych, którzy uciekając z pod Grunwaldu, o zwycięstwie dowiedzieli się pod Wilnem. Nie przeszkadza to autorowi być dumnym ze swoich przodków.

Cmentarz na Rossie © Kajman


Z gazety dowiedziałem się też, że premier Litwy wraz z niektórymi członkami rządu, jedzie na wyprawę rowerową po Litwie i Białorusi. Zapraszał do wzięcia udziału w wyprawie Putina i Łukaszenkę, ale go olali:(

Cmentarz na Rossie © Kajman


Dawne więzienie, również przy ulicy Rossa © Kajman


Z Wilna pojechaliśmy do Kiejdan. Tam Wołodyjowski spotkał Kmicica. Po pałacu Janusza Radziwiłła nie ma dzisiaj śladu. Na jego miejscu powstał pałac Czapskich, ale i on nie dotrwał do naszych czasów.Jest za to pomnik Janusza na rynku w Kiejdanach:)

Pomnik Janusza Radziwiłła na rynku w Kiejdanach © Kajman


Pomnik od strony zadu © Kajman


I z jeszcze jednej strony © Kajman


Po Radziwiłłach w Kiejdanach pozostał zbór kalwiński i piękna ulica na którą wszyscy przyjeżdżający mieli przynieść jeden kamień, żeby jaśnie pan sobie butków nie upaprał:)

Domy Szkotów o których pisał Sienkiewicz © Kajman


Główna ulica w Kiejdanach © Kajman


Zbór kalwiński załorzony przez Janusza Radziwiłła © Kajman


Przed zborem © Kajman


W Kiejdanach jest też kościół drewniany. Tu poinformuję szanownych czytelników, że kto doczytał do tego miejsca ma u mnie piwo przy najbliższym spotkaniu, oczywiście za cierpliwość i wyrozumiałość:)

Drewniany kościół w Kiejdanach © Kajman


Z Kiejdan pojechaliśmy do Czerwonego Dworu. Miasteczko znajduje się nieopodal Kowna. Jest tam zamek, który podarował Zygmunt August Barbarze Radziwiłłównie. Później zamek był r różnych rękach, aż trafił we władanie Tyszkiewiczów.

Zamek w Czerwonym Dworze © Kajman


W zamku urodził się jakiś Litewski kompozytor. Piszę jakiś, bo nie ma go w internecie więc nie istnieje. Tablica przed zamkiem informuje o jego radosnych narodzinach a nie ma ani słowa o Zygmuncie Auguście, Barbarze Radziwiłłównie, Radziwiłłach którzy zarządzali zamkiem przez kilkaset lat, nie ma też nic o Tyszkiewiczach:(

Oranżeria © Kajman


Stajnie © Kajman


Kategoria Litwa


  • DST 44.54km
  • Teren 8.00km
  • Czas 02:54
  • VAVG 15.36km/h
  • VMAX 57.00km/h
  • Podjazdy 280m
  • Sprzęt Kellys Aeron
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uciec przed upałem

Niedziela, 18 lipca 2010 • dodano: 18.07.2010 | Komentarze 13


magneticlife.eu because life is magnetic

Upał jest niemiłosierny, trzeba coś z tym zrobić. Wileńskie kościoły mamy zaliczone. Gdzie można znaleźć odrobinę ochłody? Oczywiście nad jeziorem a w zasadzie w jeziorze. Ela proponuje Auksztocki Park Narodowy:)

Auksztocki Park Narodowy © Kajman


Park jest oddalony od campingu o 150 kilometrów. Nie ma sprawy, rowery na bagażnik, klima na ful, i jedziemy do Ignalina. Mapę mamy dosyć ogólną. Wiemy, że w parku są bobry i łosie. Mamy nadzieję, że w Ignalinie w informacji turystycznej dostaniemy dokładniejszą mapę parku.

Auksztocki Park Narodowy © Kajman


Żadnego łosia w parku nie spotkałem. Jedynymi łosiami, jak to Ela powiedziała okazaliśmy się my, uwierzyliśmy, że informacja turystyczna może działać w sobotę:(
Auksztocki Park Narodowy to kraina lasów i jezior, powinno być fajnie:)

Kraina lasów i jezior © Kajman


Zaraz na początku, spotykamy sporą grupę Litwinów na rowerach. Chyba chcą pokonać taką samą trasę jak my. W takich grupach kłopot jest z najsłabszym ogniwem. Część z nich puchnie przed pierwszą górką. My jedziemy dalej.

Tablica © Kajman


Zjeżdżamy w szutrową drogę, która szybko przemienia się w piaszczystą drogę. Moje opony do tego się nie nadają, ale dzielnie walczę. W końcu dojeżdżamy do wioski. Pisze teren prywatny, pytam się gościa, czy możemy się wykąpać?

Przeniosło mnie w czasie o 150 lat © Kajman


Jak to dobrze, że kiedyś miałem bardzo wymagających nauczycieli języka rosyjskiego. Dlaczego ja ich wtedy tak nie lubiłem? Dzisiaj ten język bardzo się przydaje:)
Wioska wygląda tak jakbym się przeniósł 150 lat wstecz. Mili ludzie pozwalają na skorzystać ze swojego dostępu do jeziora. Możemy się wykąpać:)

Skansen czy co? © Kajman


Chwilę rozmawiam z naszymi gospodarzami. Okazuje się, że w zimie w wiosce mieszkają tylko 4 osoby. Pozostałe domy zostały wykupione i służą jako dacze. Wioska na mnie robi niesamowite wrażenie. Nic się tam nie zmieniło. Można kręcić filmy z epoki bez dodatkowej charakteryzacji:)

Obowiązujący strój rowerowy na taką temperaturę © Kajman


Gdy wyjeżdżamy z wioski, spotykamy widzianą wcześniej grupę Litwinów. Pytają co tam jest dalej. Grupa jest już mocno przerzedzona. Wyeliminowali słabe ogniwa. Tym razem przydaje się angielski. Przewodniczka grupy ma mapkę, chyba wydrukowaną z internetu. Mimo mapki się zgubili. Na mapce jest szlak rowerowy, którego szukają. Pytają czy nie wiemy gdzie jest. Szlaki są na mapce, ale w terenie nie. Gadamy chwilę i się rozstajemy. Piaszczyste drogi to nie dla nas.

Jeziorko © Kajman


Wracamy do asfaltu. Przy jeziorkach są tablice z napisami co to jest. Jedziemy przed siebie chcąc zatoczyć kółko. Korzystamy z każdej okazji, żeby się zanurzyć dla ochłody:)

Fajny parking © Kajman


Nawet stojąc w jeziorze, można robić fotki © Kajman


Docieramy do jakiejś karczmy, tam piwo ratuje nam życie, no może lody też. Jadąc po parku cały czas mam wrażenie przesunięcia w czasie. Cały ten region jest jednym wielkim żywym skansenem. To niesamowite, nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem!!!

Qń, jest ich wiele a łosi nie ma © Kajman


Ela foci lokalny aquapark © Kajman


Ostatnia chata za wsią © Kajman


Trzeba się znów wykąpać © Kajman


Przydrożna kapliczka © Kajman


Znów jeziorko © Kajman


Plaża © Kajman


Tu nawet Chrystus może być frasobliwy © Kajman


Jedynym problemem są muchy końskie i inne latające stworzenia, które postawiły sobie za cel wypić całą naszą krew. Nie jestem w stanie powiedzieć ile takich stworów zatłukłem, w każdym razie bardzo dużo. Część z nich niestety się pożywiła. Obierały strategię zmasowanego ataku, dziesięć zginęło jeden się nażarł:(

Ten będzie stanowił pożywienie dla rybek © Kajman


W drodze powrotnej natykamy się na drewniany kościół z 1750 roku. Kościół jest pod wezwaniem św Józefa. Niestety jak zwykle jest zamknięty. Na placu kościelnym znajduję polskie akcenty:)

Kościół z 1750 roku © Kajman


Coś pięknego, widok przez bramę kościelną © Kajman


Krzyż na placu kościelnym © Kajman


Polski akcent © Kajman


Dojeżdżamy do auta. Droga powrotna jest też bardzo ciekawa. Coś dla osób lubiących podjazdy. Tak było przez ponad 30 Kilomerrów. Przed Wilnem zatrzymujemy się na chwilę, żeby zobaczyć jak wygląda środek Europy:)

Tu można dostać choroby morskiej © Kajman


W środku Europy leży kamień © Kajman


Środek Europy © Kajman


Tablica © Kajman


Jest też pomnik © Kajman




  • DST 15.93km
  • Czas 00:54
  • VAVG 17.70km/h
  • VMAX 48.00km/h
  • Podjazdy 90m
  • Sprzęt Kellys Aeron
  • Aktywność Jazda na rowerze

Urodzinowy obiad

Piątek, 16 lipca 2010 • dodano: 17.07.2010 | Komentarze 11


magneticlife.eu because life is magnetic

Dzisiaj urodziny Eli. Aby je godnie uczcić jedziemy do karaimskiej restauracji na obiad. Po drodze zatrzymujemy się w Trokach, aby pooglądać zabytkowe samochody, które pięknie prezentują się na tle trockiego zamku na wyspie.

To jest niezłe cacko © Kajman


Te też są fajne © Kajman


Jedno z dań obiadowych. Gołąbki w liściach winogron. © Kajman


Ostatnio na campingu pojawiają się wyprawy rowerowe, głównie Czechów. My przy nich prezentujemy się niepozornie.

Wyprawa Czechów © Kajman


Nas jest jakby mniej © Kajman


Kategoria Litwa


  • DST 102.45km
  • Teren 3.00km
  • Czas 05:58
  • VAVG 17.17km/h
  • VMAX 54.00km/h
  • Podjazdy 604m
  • Sprzęt Kellys Aeron
  • Aktywność Jazda na rowerze

Na Żmudź

Piątek, 16 lipca 2010 • dodano: 16.07.2010 | Komentarze 13


magneticlife.eu because life is magnetic

Żmudź zawsze kojarzyła mi się z wielkim, brodatym wojem, wyskakującym z lasu i walącym Krzyżaka w łeb ogromną maczugą lub dźgającego nieszczęśnika dzidą. To pewnie po lekturze Sienkiewicza. Znów trzeba zmienić wyobrażenia. Nie spotkałem nikogo brodatego, o dzidach i pałach nie wspomnę. Nie było też lasów.

Na Żmudzi © Kajman


Stolicą Żmudzi jest Kowno o którym pisałem ostatnio. Teraz trzeba zapoznać się z ziemią kowieńską. Jedziemy z Elą do Birsztan. Ponieważ miasteczko jest oddalone od campingu o 70 kilometrów dojeżdżamy autem. Rowery zabieramy na bagażniku.

Kurortas Birsztany © Kajman


Birsztany są drugim najważniejszym kurortem na Litwie. Historia Birsztan zaczyna się w 1382 roku, kiedy to kroniki Krzyżackie odnotowują istnienie grodu. Był tu zamek a później królewski zamek myśliwski. W 1475 roku Kazimierz Jagiellończyk spędził tu zimę wraz z rodziną. Chronił się przed zarazą.

Tu był zamek królewski © Kajman


Po zamku nie pozostał żaden ślad. Oczywiście nie ma też żadnego opisu o wkładzie zdrajców Jagiellonów w rozwój miasteczka. Nie ważne, że ufundowali kościół, Nie ma też znaczenia, że wyznaczyli dochód dla kapelanka, żeby mu się dobrze żyło.

My zwiedzamy górę zamkową a Kellyski cierpliwie czekają © Kajman


Jedyne co jest napisane to o Witoldzie © Kajman


Ze wzgórza zamkowego roztacza się podobno najpiękniejszy widok na zakola Niemna. Fakt, widoki z tego miejsca są piękne. Gdyby nie mali krwiopijcy, pewnie spędzilibyśmy tam więcej czasu.

Zakola Niemna © Kajman


Niemen © Kajman


W Birsztanach są źródła wód mineralnych. W związku z czym powstał tu "kurortas". Pierwsze domy zdrojowe założono w 1840 roku. Kurort cały czas się rozwijał i nawet Ruskim nie udało się go spieprzyć:)

Nowy Tulipan © Kajman


Chociaż część sowieckich sanatoriów przypomina Kozubnik © Kajman


Nad Niemnem prowadzi piękny deptak. Jedziemy sobie wzdłuż rzeki i cieszymy się widokami. Jest pięknie:)

Ja nad Niemnem © Kajman


Ela nad Niemnem © Kajman


Sam Niemen © Kajman


Po zwiedzeniu Birsztan pakujemy rowery na bagażnik i jedziemy do Jezna.
Któż nie zna przysłowia "Wart Pac pałaca a pałac Paca". W Jeźnie jest właśnie ten słynny pałac. Pałac powstał w 1770 roku po ślubie Antoniego Michała Paca z Teresą Radziwiłłówną. Był przepiękny.

Tyle z niego zostało © Kajman


Pałac o którym krążyły legendy © Kajman


Parkujemy auto pod kościołem w Jeźnie. Kościół też wybudowany przez Paców. W środku jest bardzo ładny, niestety zamknięty. Do wnętrza zaglądamy przez bardzo brudne szybki. Nie da się zrobić zdjęcia:(

Kościół ufundowany przez Paców © Kajman


Zdejmujemy rowery i ruszamy do Rumszyszek. Jest tam skansen a jak wiadomo, skanseny to jest to, co tygrysy lubią najbardziej:)

Przed kościołem jest tablica z historią Jezna. Ani słowa o Pacach:( © Kajman


Przed nami prosty czterdziesto kilometrowy odcinek drogi po ziemi żmudzkiej. Temperatura powietrza dochodzi do 36 stopni. Nie ma żadnego cienia. Jedzie się ciężko i nawet widoki nie rekompensują trudu jazdy. Cały czas pola i pola, jednym słowem totalna nuda:(
Skręcamy na chwilę do miejscowości Kronie. Tam był pałac Ogińskich.

Pałac wygląda tak © Kajman


Jest też kościół ufundowany przez Ogińskich. Niestety kościół stoi na wzgórzu i jest w drzewach, nie da się zrobić fotki. W kościele są groby Ogińskich na których są pisane po polsku a do tego wierszem inskrypcje. Niestety kościół jest zamknięty.

Pałac Ogińskich z drugiej strony © Kajman


Oczywiście żadnej informacji o Ogińskich, ich pałacu i kościele nie ma. Cóż pewnie nie zasługują na wzmiankę czy tablicę informacyjną.

Teraz przed nami droga do Rumszyszek. Miejscowość znana na całej Litwie ze skansenu. Gdy dojechaliśmy do kasy, zastanawialiśmy się, czy pozwolą nam wejść z rowerami. Okazuje się, że chcą od nas 5 litów za parking. Mówię grzecznie "u nas maszyny niet, my priechali na welosipedach". W odpowiedzi słyszę "nu wot, charaszo, pajechali"

Jedziemy po skansenie © Kajman


Rower w skansenie jest zbawieniem. Jest on bardzo rozwleczony, podzielony na rejony Litwy. Z jednego rejonu do drugiego jest kawał drogi. Na piechotę trzeba by tam spędzić cały dzień. Skansen jest ciekawy i niewątpliwie warto go zwiedzić. Pierwszy raz w skansenach widziałem zrekonstruowany rynek.

Na rynku w skansenie © Kajman


Domy są pieczołowicie odrestaurowane. Większość zawiera oryginalne wyposażenie z epoki. Człowiek się czuje jakby przeniósł się w czasie. W obejściach jest gadzina wszelaka. W warsztatach pracują rzemieślnicy. Kupcy mają swoje kramy i sklepiki. Jest też karczma w której można zjeść regionalne dania i napić się piwa, miodu czy innej brendy lub wisky.

Na rynku pod kościołem © Kajman


W sklepiku można kupić wyroby z epoki chociaż świeżo wytworzone © Kajman


Kościół © Kajman


Inny kościół © Kajman


Chata © Kajman


Pierwszy raz widziałem dom kryty oflisami © Kajman


Młyn © Kajman


Polski akcent © Kajman


Ziemianka zesłańców na Sybir © Kajman


Skansen znajduje się nad morzem kowieńskim, które powstało jako sztuczne jezioro na Niemnie. Pięknie to wygląda. Dla mnie zaskoczeniem było, że na terenie skansenu wiele osób obozowało. To coś nowego.

Morze kowieńskie © Kajman


Czas opuścić skansen i pojechać do Jezna, gdzie stoi zaparkowany pod kościołem samochód. Okazało się, że nasze auto wzbudziło wśród mieszkańców duże zainteresowanie. Postawili auto pod kościołem, mają takie dziwne na haku, wypytują o Paców i ich pałac, zaglądają do kościoła!!! Bardzo podejrzane. Gdy dojechaliśmy, miejscowa ludność w postaci nawalonego faceta wypytała nas po co tam byliśmy!!! Pace cy co:)

Na Żmudzi zapada noc © Kajman




Czy lubią Polaków na Litwie

Środa, 14 lipca 2010 • dodano: 14.07.2010 | Komentarze 10


magneticlife.eu because life is magnetic

Zazwyczaj nie dodaję wpisów zerowych, ale bez tego, obraz Litwy jaki chcielibyśmy razem z Elą przekazać czytelnikom nie byłby pełny. Zresztą teraz leje, ale jak przestanie to może się jeszcze wybierzemy do Trok porobić nocne zdjęcia.

Wilno, przed kościołem św Anny © Kajman


Wczoraj upał osiągnął swój zenit, więc nie było wyjścia, trzeba pojechać do kościoła bo tam jest chłodno. Gdzie jest najwięcej kościołów na Litwie? Oczywiście w Wilnie.
Nasz syn ostatniego sylwestra spędzał w tym mieście. Po powrocie zapytałem jak mu się podobało? Powiedział, że tam są same kościoły, jeden cmentarz i ogólna nuda. Wtedy jakoś nie chciałem mu uwierzyć.

Katedra św Stanisława © Kajman


Do Wilna jedziemy autem. Mimo, że jest niedaleko rowery zostają na campingu. Wjazd do miasta jest tylko głównymi, bardzo ruchliwymi drogami więc jazda rowerem byłaby niebezpieczna. Inną sprawą jest to, że chcemy zwiedzać wnętrza i rower stanowiłby pewien kłopot.

Zamek w Wilnie © Kajman


Zwiedzanie zaczynamy od katedry św Stanisława. Dalej idziemy na wzgórze zamkowe. Zwiedzamy zamek a raczej jedną wieżę, gdzie jest muzeum a ze szczytu której roztacza się panorama miasta. Stojąc na wieży, w najbliższej jej okolicy doliczyłem się 14 kościołów. Syn chyba miał rację.

Dwa kościoły na jednym placu. © Kajman


Rzeczywiście zwiedzanie Wilna polega na odwiedzaniu mnóstwa kościołów i kilku cerkwi. Jest nawet tak, że kościół św Anny i Bernardynów stoją na jednym placu.Część z nich jest wspaniale zachowana, część po okupacji sowieckiej nie jest w najlepszym stanie. Może więcej o wileńskich kościołach napisze Ela.

Kaplica św Kazimierza w katedrze wileńskiej © Kajman


Zwiedzając Wilno spodziewałem się wielu polskich akcentów. Jakież było moje zdziwienie, gdy się zorientowałem, że ich prawie nie ma. Jedyne co było związane z Polską a raczej Jagiellonami, to kaplica Kazimierzowska w katedrze. Są tam groby Jagiellonów i Barbary Radziwiłłówny.

Przed Ostrą Bramą © Kajman


Przed Ostrą Bramą pogadaliśmy sobie trochę z polskim przewodnikiem wycieczek. On chyba nie lubi za bardzo Litwinów. Zapytałem go dlaczego nie ma nigdzie polskich nazw ulic. On opowiedział nam o kompleksach Litwinów. Litewska przewodniczka pod Uniwersytetem Wileńskim mówiła wycieczce, że uniwersytet został założony przy współudziale króla polskiego:(
Ale jaja, uniwersytet założył Stefan Batory, Węgier zresztą a współudział wynosił 100% !!!

Kościół św Teresy a za nim Ostra Brama © Kajman


W informacji turystycznej panie udają, że nie mówią po polsku. Nie ma też żadnych informacji o Wileńszczyźnie. Czarna dziura. Można wyczuć chłód w rozmowie, "nie ma, nie wiem" itp.
Wydaje mi się, ale jest to moje subiektywne spostrzeżenie, że traktują nas tam tak samo jak czasami my Niemców. Lekki podziw i duży dystans.

Matka Boska Ostrobramska © Kajman


Takie wrażenie odniosłem w Wilnie. Okolica to co innego, tu już bez tego chłodu. Ludzie są bardzo sympatyczni. W Wilnie zaskoczyła mnie też duża ilość żebraków. Ostatnio tylu widziałem chyba we Lwowie. Jeden z nich, gdy mu powiedziałem, że nie mam pieniędzy bo używam karty kredytowej, próbował zaprowadzić mnie do najbliższego bankomatu!!!

Uliczka wileńska © Kajman


W jednym z kościołów kupiłem pięknie wydaną książkę "Piękno Kresów" polecaną przez Andrzeja Wajdę. Tam są z kolei opisane miasteczka litewskie z użyciem nazw polskich. Czasami trzeba długo dochodzić o jakie miasteczko chodzi. Przecież na mapie są nazwy tylko litewskie. Wydaje mi się, że musimy nauczyć się wspólnego szacunku do siebie i swojej historii. Przecież Litwini traktują Jagiełłę jak zdrajcę a my Litwę jak swoje:(
Trochę trąci to Eryką w stosunkach polsko-niemieckich.

Kuria biskupia w Kownie © Kajman


Dzisiaj pojechaliśmy też autem zwiedzać Kowno. Wilno zrobiło na mnie jakieś takie nie do końca dobre wrażenie. Może dlatego, że zbierało się na burzę i było bardzo gorąco.
Kowno wręcz przeciwnie, byłem zachwycony.

Ulica Wileńska w Kownie © Kajman


Miasto zawsze kojarzyło mi się z hasłem obywatela Piszczyka " Na Kowno". Nie wiem dlaczego, ale zawsze myślałem, że ta miasto rosyjskie. Jest to całkowitą nieprawdą. Z miastem jest związanych wiele polskich akcentów. Było perełką na krańcach Rzeczypospolitej a królowie polscy bardzo o nie dbali. Nadawano mu wiele przywilejów, nawet radę miasta uszlachcono, tfu nobilitowano.

Budowany zamek w Kownie © Kajman


W Kownie jak na dłoni widać historię Litwy od średniowiecza do dzisiaj. Widać też kompleksy Litwinów. Pisząc ostatnio o Trokach, dziwiłem się, że jest odbudowywany stery zamek. W Kownie też. Nawet w Wilnie istnieje projekt, żeby odbudować zamek po którym nie ma dzisiaj śladu. Ruskie go zaorały na początku XIX wieku.

Kościół Franciszkanów w Kownie © Kajman


Działalność Rosjan w czasie zaborów jak i później, w powojennej okupacji Litwy była bardzo mocno nastawiona przeciwko Polakom. Później też przeciwko kościołowi. Przecież religia była "opium naroda" a kościół często mieszał się do polityki, co mu do dzisiaj zostało.
Efektem tego była niespotykana nigdzie indziej walka z klasztorami w czasie zaborów (np. przerobienie kompleksu dominikanów w Wysokim Dworze na stajnie dla wojska, o czym było w ostatnich wpisach)jak i dewastacka obiektów kościelnych po wojnie.

Ołtarz w Kościele Fw Kownie © Kajman


Kościół Franciszkanów w czasie okupacji po II wojnie, przerobiono na magazyn leków, inny dzisiaj zamknięty, służył jako hala sportowa. Teraz trwa remont wielu obiektów. Niektóre z nich były kiedyś perełkami i dużo czasu upłynie nim odzyskają dawny blask.

Tyle zostało z ambony © Kajman


Widać jeszcze resztki dawnego piękna © Kajman


Na szczęście nie wszystko zostało zrujnowane. Katedra Kowieńska ma się całkiem dobrze. Są obiekty, które Rosjanie oszczędzili.Jest ich nawet całkiem sporo:)

Katedra w Kownie © Kajman


Mieszkańcy Litwy dzisiaj są jak my 15 lat temu, to znaczy są na etapie wymiany okien na plastikowe, zakupu sprzętu AGD i wymiany samochodów. Do etapu jazdy na rowerze jeszcze im trochę brakuje. Są co prawda w miastach ścieżki rowerowe, ale nie ma rowerzystów.

Ambona w Katedrze © Kajman


Ciężko jest też o jakąkolwiek informację związaną ze ścieżkami rowerowymi po za miastem. Na pytanie w informacji turystycznej o ścieżki rowerowe na Wileńszczyźnie czy w okolicach Kowna, robią wielkie oczy i odsyłają do sklepu rowerowego.

W katedrze jest też czaszka © Kajman


Przy okazji poszukiwania kolejki linowej w Kownie, która miała nas wywieźć na szczyt widokowy, trafiłem do takiego sklepu. Kolejka wbrew informacji uzyskanej w Informacji Turystycznej była, ale nie działała. Jako, że 5 litów poszło do parkomatu, miałem czas i poszedłem pozwiedzać ów sklep rowerowy.

Akcent polski w Katedrze Kowieńskiej © Kajman


Sklep wyglądał pod względem zaopatrzenie podobnie jak rowerowy w Kętach. W przeciwieństwie do kęckiego nie było w nim ubrań rowerowych bo ich tu po prostu nikt nie używa. Był jeden kask i kilka rękawiczek, żadnego SPD ani nic dla bardziej wymagających. Były za to dętki i inne podstawowe części. Był też spory wybór rowerów podstawowych w cenach porównywalnych z polskimi.

Dom Perkuna stoi w miejscu pogańskiej świątyni © Kajman


Chwilę pogadałem sobie z przemiłą obsługą sklepu. Na pytanie o mapy zrobili smutne miny i powiedzieli, że nie ma. Pokazali mi jedną z pod lady i stwierdzili, że Litwa to jak Afryka. Wydana w Niemczech opisywała drogę z Kowna do Klajpedy. Cóż, poradzimy sobie bez map ze ścieżkami rowerowymi. Map takich nie ma bo i ścieżek nie ma.

Piękny ratusz w Kownie wybudowany ze szkatuły królewskiej © Kajman


Dobra, przestało padać, czas na rower:)
Kategoria Litwa


  • DST 110.28km
  • Teren 7.00km
  • Czas 06:54
  • VAVG 15.98km/h
  • VMAX 56.00km/h
  • Podjazdy 677m
  • Sprzęt Kellys Aeron
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wygrałem Litewski Bike Orient. Wspaniałe nagrody:)

Poniedziałek, 12 lipca 2010 • dodano: 12.07.2010 | Komentarze 17


magneticlife.eu because life is magnetic

Trzeba dodać, że Ela zdobyła pierwsze miejsce w kategorii kobiet:)
Ale zacznę od początku. W sobotę Ela poszła do punktu informacji turystycznej w Trokach i kupiła mapę Bike Orientu. Impreza kosztowała 25 litów (30 zł od osoby) a organizator zapewniał trzy punkty aprowizacji. Zorganizowano ją z okazji tygodnia obchodów bitwy pod Grunwaldem i miała łączyć akcenty polsko litewskie. Trzeba spróbować:)

Jedziemy po szuterkach © Kajman


Mapa zawierała 31 punktów kontrolnych, ale organizator przewidział też punkty niezaznaczone na mapie. Na trasę rajdu wyruszamy z samego rana. Wybieramy pierwszy punkt kontrolny na mapie oznaczony numerem 4. Jest to grodzisko z VI-XII wieku.

Punkt 4 odnaleziony © Kajman


Mamy z tym punktem sporo kłopotów, przedzieramy się przez las i jakieś chaszcze, masakra. W końcu jest. Po odnalezieniu tego punktu Ela stwierdza, że w dalszej części rajdu pomijamy wszystkie punkty z oznaczeniem "grodzisko".

Tak tam wyglądało © Kajman


Temperatura zaczyna dochodzić do 38 stopni. 7 kilometrów trudnego terenu daje nam się we znaki. Dobrze, że jest trochę ochłody od jezior.

Trochę ochłody © Kajman


Postanawiamy jechać do miejscowości Semeliszkes. Tam jest kolejny punkt. Po drodze mamy niespodziankę:) Znajdujemy pierwszy punkt nieoznaczony na mapie.

Punkt nie oznaczony. Pomnik nad jeziorem © Kajman


Licznik pokazuje mi, że temperatura doszła do 41 stopni. Trzeba coś z tym zrobić. Jedyne wyjście to wskoczyć do jeziora. Trochę pomaga, temperatura wody 25,2 stopnia.

Kąpiel pomogła © Kajman


Siemieliszki, bo tak brzmi polska nazwa miasteczka ma punkt kontrolny oznaczony numerem 13. Jest to jeden z wielu starych domów, tworzących zabytkową część miasteczka. Jest tam też pierwszy punkt aprowizacji. Dostajemy Twixy i wodę.

Punkt odnaleziony i dają wodę © Kajman


Odnajdujemy też drugi nieoznaczony punkt na mapie. Jest to kościół albo cerkiew. Tam też robimy sobie krótki popas:)

Czas coś zjeść © Kajman


Nieoznaczony punkt. Kościół w Siemieliszkach © Kajman


Na trasie rajdu zastanowiła mnie jedna rzecz, mijaliśmy cztery spalone i nieodbudowywane domy:(

Spalony dom © Kajman


Jedziemy dalej. Kolejne punkty znajdują się w miejscowości Aukstatvaris. Polska nazwa miejscowości to Wysoki Dwór. Przy wjeździe do miasteczka znów niespodzianka. Nieoznaczony na mapie już trzeci punkt znajduje się w Zakonie Dominikanów z 1605 roku.

Trzeci nieoznaczony punkt, Klasztor Dominikanów © Kajman


Chwila odpoczynku przed bramą klasztorną © Kajman


Mamy lekki problem z odnalezieniem oznaczonych punktów 17 i 18. Pierwszy w końcu odnajdujemy. Jest to dwór, w którym prawdopodobnie przebywał Adam Mickiewicz.

Punkt 17 odnaleziony. Dwór. © Kajman


Stary dwór, ciekawe w którym był Mickiewicz © Kajman



Z punktem 18 mamy większy problem. Szukamy go w dworskim parku i w końcu po przedzieraniu się przez chaszcze i pokrzywy, jest, dąb Adama Mickiewicza:)

Punkt 18 odnaleziony. Dąb Adama Mickiewicza © Kajman


Mały nie jest © Kajman


W Aukstadvaris został również zorganizowany drugi punkt aprowizacyjny. Pyszny obiad z regionalnych dań. My walnęliśmy sobie również po piwku. W centrum miasta znajdujemy jeszcze jeden nieoznaczony punkt. Jest to pomnik.

Nieoznaczony punkt. Kamień upamiętniający nadanie praw miejskich © Kajman


Kolejne punkty znajdują się w miejscowości Onyszkis, po polsku Hanuszków. Jedziemy tam a tu po drodze niespodzianka. Przypadkowo znajdujemy punkt 19 oznaczony grodzisko.

Punkt 19 grodzisko © Kajman


Punkt 19 wyglądał tak © Kajman


Nieopodal trafiamy znów na nieoznaczony punkt znajdujący się na starym cmentarzu żydowskim. Ciekawe miejsce.

Nieoznaczony punkt, cmantarz żydowski © Kajman


Stare żydowskie groby © Kajman


Tablice niestety nie do odczytania © Kajman


Przed Hanuszkowem mamy trzeci a za razem ostatni punkt aprowizacji. Tym razem są lody i woda. W Hanuszkowie mamy do odnalezienia dwa punkty, 29 i 30. Punkt 29 znajduje się w zabytkowej zabudowie wioski.

Punkt 29 odnaleziony © Kajman


Punkt 30 jest w pięknym kościele © Kajman


Nie byłbym sobą gdybym tego nie sfocił © Kajman


Z Hanuszkowa jedziemy na linię mety. Niespodziewanie natykamy się na ostatni nieoznaczony punkt. Jest to pomnik żołnierzy okupacyjnej Armii Czerwonej, którzy zginęli w 1948 roku z rąk burżuazyjnych nacjonalistów.
Pewnie dlatego, że odnaleźliśmy tak wiele nieoznaczonych punktów wygraliśmy:)

Pomnik czerwonoarmistów © Kajman


Po dotarciu na linię mety, czekała nas wspaniała nagroda w postaci zimnego piwa, które wyjąłem z lodówki przyczepy. Ela dodatkowo dostała dżin z tonikiem, oczywiście odpowiednio schłodzony:)
Organizatorami oczywiście byliśmy my sami, trudno więc się dziwić, że wygraliśmy. Nikt inny zresztą nie starował. Jakoś mało rowerzystów jeździ po Litwie.
Z punktów oznaczonych na mapie część zaliczyliśmy w sobotę. Teraz trzeba będzie jeździć i inne rejony:)



  • DST 58.68km
  • Teren 23.00km
  • Czas 04:01
  • VAVG 14.61km/h
  • VMAX 48.00km/h
  • Podjazdy 305m
  • Sprzęt Kellys Aeron
  • Aktywność Jazda na rowerze

Litwa, dookoła jeziora

Sobota, 10 lipca 2010 • dodano: 11.07.2010 | Komentarze 10


magneticlife.eu because life is magnetic

Jakoś tak mamy, że gdziekolwiek i kiedykolwiek jesteśmy nad jakimś jeziorem to musimy je objechać dookoła. Tak też ma być dzisiaj. Trzeba objechać jezioro Galwe i łączące się z nim jeziorka. Trasa powinna być ciekawa i pokazać rzeczywisty stan dróg Litwy.

Tu na Litwie wiele spraw się zaczęło © Kajman


Trasę trzeba dobrać tak, by jak najwięcej zwiedzić. Razem z Elą wyruszamy z rana do pałacu Tyszkiewiczów w Zatroczu. Pałac powstał na przełomie XIX i XX wieku. Była tam siedziba ordynacji. Pałac jest obecnie remontowany. W remoncie jest również park. Zabudowania gospodarcze są w całkowitej ruinie.

Tu była ordynacja Tyszkiewiczów © Kajman



Herb Tyszkiewiczów © Kajman


Przemiły ochroniarz uświadamia nam, że pałacu o tej porze nie zwiedzimy bo jest za wcześnie. Mówi też że dookoła jeziora jest 30 kilometrów lasem i trzeba znać drogę. Wjeżdżamy do tego lasu a tam jest sporo błota, następuje frontalny atak komarów a na dodatek złego nie mamy dokładnej mapy tego rejonu. Ela zarządza odwrót. Trzeba kupić mapę.

W parku Pana Ordynata © Kajman


Zabudowania gospodarcze ordynacji © Kajman


Park i pałac w remoncie © Kajman


Autem jedziemy do Trok. Robimy zakupy, oczywiście mapę też. Zwiedzamy również zamek w Trokach, który jest symbolem turystycznym Litwy. W Trokach są dwa zamki. Jeden zwiedzaliśmy wczoraj. Oba zamki powstały pod koniec XIV wieku. Zamek pierwszy (wczorajszy) Witold postawił murowany w miejscu, gdzie był gród drewniany obwałowany darnią. Zamek był położony na brzegu jeziora, ale od strony lądu był do niego dostęp. Niestety przyszli Krzyżacy i mu wpieprzyli a zamek został zburzony.

Zamek na wyspie w Trokach © Kajman


Witold się z lekka wkurzył i doszedł do wniosku, że żadni Krzyżacy fikać mu tu nie będą. Nowy zamek kazał wybudować na wyspie. Z brzegiem połączony był jedynie mostem. Teraz Krzyżacy mogli sobie nadmuchać. Po Grunwaldzie przeszła im ochota zaczepiania Witolda. Zamek nigdy przez Krzyżaków nie został zdobyty a Witold spokojnie sobie w nim umarł dożywszy sędziwego wieku.

Plac zamkowy © Kajman


Wielkim fanem zamku był Kazimierz Jagiellończyk. Lubił tu przebywać i przy okazji machnął na terenie zamku więzienie polityczne. Trzymano tu podskakujących szlachetków, ale też upolowanych notabli, np. chana kipiczskiego Szach-Ahmeda. Siedziała tam też wdowa po Aleksandrze Jagiellończyku, Helena. Tą podejrzewano, że chce wziąć azyl polityczny w Moskwie.

Dla niegrzecznych © Kajman


Zamek był rezydencją królewską do czasów Zygmunta Augusta. Wtedy na Rzeczypospolitą napadli Szwedzi. Sytuację wykorzystali Ruskie zwani wówczas Moskalami, którzy najechali Litwę. Czasy się zmieniły i strategia wojenna też, pojawiły się armaty. W 1655 roku Moskale wraz z Kozakami rozpieprzyli zamek. W ruinie pozostawał do lat 50 XX wieku, kiedy skrupulatnie i z dbałością o szczegóły go odbudowano.

Ważny statut © Kajman


Dzisiaj jest celem chyba wszystkich wycieczek na Litwę. Fajnie się go zwiedza. Jest wiele wystaw tematycznych, szkło, porcelana, meble, biżuteria, można by wymieniać długo. Mnie spodobały się fajki i parę innych rzeczy.

600 lat temu ta bitwa zmieniła historię © Kajman


W muzeum były take rzeczy © Kajman


Szkło dla Alistar też było © Kajman


Mnie podobały się fajki © Kajman


W porcie przed zamkiem cumował ciekawy statek © Kajman


Po zwiedzaniu obiadek, oczywiście w karaimskiej restauracji. Wracamy na camping. Upał jest niemiłosierny, idziemy się wykąpać w jeziorze. Temperatura wody, którą pokazał mój zegarek wynosi 23 stopnie, ale temperatura powietrza w słońcu 38. Lekki szok. Kąpiel stawia nas na nogi. Trzeba dokończyć to, co rano się rozpoczęło. Jedziemy dookoła jeziora.

Gospodarstwo rolne © Kajman


Litwini wypoczywają gdzie się da © Kajman


Przychodzi nam zmierzyć się ze słynnymi litewskimi szutrami. Wrażenie z jazdy jest niesamowite. Nie da się szybko jechać, bo droga jest jak tarka. Trzepie strasznie. Kellysek ma dobrą amortyzację, która pracuje pełną parą. Niestety śrubki w błotnikach nie są przyzwyczajone do takich warunków i wyrażają swój sprzeciw dzwonieniem. Trzeba będzie je podokręcać.

Litewskie szutry © Kajman


Inną sprawą są jadące czasami drogą samochody. Niektórzy kierowcy mają radochę z wzbijania jak największego kurzu. Rozumiem to. Kiedyś na Węgrzech chciałem zrobić sobie skrót i wjechałem na polną drogę przez pusztę. Tam byłem lepszy, tuman pyłu ciągnął się za mną jakieś 300 metrów i był wysoki na 50. Tu nie było tak źle. Tylko dlaczego skrzypiał mi piasek między zębami?

Ten na widok aparatu zwolnił © Kajman


Dojeżdżamy do miejscowości Rykonty. Jest tam kościół z 1585 roku. Kościół jest na wzniesieniu i nie za bardzo go widać. Pytam ludzi jak dojechać. Najpierw panie śpiewną polszczyzną mi tłumaczą, później pan postanawia nas podprowadzić. Wypytuje czy aby na pewno jesteśmy z Polski. Chce się wymienić numerami telefonów, bo może córka pojedzie kiedyś do Polski.

Jeden z pierwszych kościołów kalwińskich na Litwie © Kajman


Pod kościołem zauważa nas dzieciak. Na widok naszych strojów rowerowych i kasków zachowuje się tak, jakby zobaczył Marsjan. Drze się niemiłosiernie zwołując rodzinę, że by też to zobaczyli.

Ciekawy cmentarz © Kajman


Z Rykontów jedziemy do Landwarowa. Tu jest jeden z największych pałaców Tyszkiewiczów. W przewodniku na fotce wygląda pięknie, trochę przypomina kościół. Pisze też, że jest przepiękny park. Przy wjeździe do miasteczka widzę ruiny zabudowań gospodarczych, ale gdzie jest pałac?

Zabudowania gospodarcze wyglądają tak © Kajman


Podjeżdżam do innych też zrujnowanych, ale zamieszkałych budynków. Pytam kilku mocno nawalonych facetów gdzie jest pałac? Oni na to, że tu!!! Przecież mieszkają w pałacu!!! Wyciągam mapę ze zdjęciem i mówię, że chcę zobaczyć ten obiekt. Jeden z nich deklaruje się zostać przewodnikiem.

Znalazłem pałac © Kajman


Przechodząc obok kolejnego zrujnowanego budynku, wyskakuje z niego kobieta i śpiewną polszczyzną woła naszego przewodnika do domu. On odpowiada, że teraz jest bardzo zajęty. Ona na to „machlujesz”. W końcu wśród wielkiej trawy wyłania się pałac. Wygląda strasznie. Otoczony jest siatką i nie można podejść bliżej. Przewodnik tłumaczy nam, że teraz jest pilnowany żeby nie został do końca rozszabrowany.

Obiekt w parku © Kajman


Kolejne miejsce, które mamy odwiedzić to Stare Troki. Ela nastawia GPSa, ma tam jakiegoś nawigatora, który ma nas doprowadzić na miejsce. Ustrojstwo wyprowadza nas na główną wileńską drogę zahaczając o obrzeża Wilna. Jest niedzielny wieczór więc ruch na drodze bardzo duży. Nadkładając 8 kilometrów docieramy na miejsce. Nie jest źle, wycieczka będzie miała więcej niż 50 kilometrów.

Kościół w miejscu historycznego zamczyska © Kajman


Stare Troki były za czasów Gedymina stolicą Litwy. Później rządził tu Kiejstut, tutaj też przyszedł na świat Witold. W 1391 roku zamek w Starych Trokach zniszczyli Krzyżacy i wtedy Witold zaczął budować zamek w Nowych Trokach. Na miejscu zniszczonego zamku w 1405 roku, Witold ufundował klasztor ściągając benedyktynów z Tyńca. Co ciekawe, do czasu rozgonienia zakonu opat zakonu z Trokach był rekomendowany w Tyńcu a tu jedynie zatwierdzany.

Plac kościelny © Kajman


Klasztor na wzgórzu zamkowym istnieje do dzisiaj. Resztki zamku i wałów obronnych zniszczono z niewiadomych powodów w XVIII wieku. Ciekawe miejsce, tak mocno czuć tu historię.

Tablica © Kajman


Na trasie między Starymi Trokami a Trokami są pomniki historii Litwy © Kajman


Na placu przed kościołem stoi pomnik upamiętniający 1000 lat chrześcijaństwa na Litwie. Ciekawe jak oni do tego doszli? Ja znam inną wersję o ponad 300 lat młodszą. Tępienie pogaństwa na Litwie szło dość opornie. Jeszcze w XVIII wieku biskup wileński pytał się w jednym z listów do Watykanu co ma zrobić, bo gusła i zabobony są tutaj mocno zakorzenione i nijak nie przystają do jedynie słusznej wiary.

Pomnik tysiąclecia chrześcijaństwa © Kajman


Jaki śmieszny napis © Kajman


Czas wracać na camping. Ela nastawia GPSa. Upiera się mocno, żeby jechać tak jak pokazuje. Ten wkrótce ściąga nas z pięknej asfaltowej ścieżki rowerowej i kieruje na szuter. Po chwili chce wjechać do lasu. Ja nie protestuję, nie chcę zadrażnień, dzielnie walczę z koszmarną leśną ścieżką. Znów frontalny atak komarów. Jedno klepnięcie ręką w nogę pozostawia 5 krwawych śladów. Za chwilę skubańcy wypiją mi całą krew. Ścieżka się kończy, Ela się poddaje i mówi, że chce do cywilizacji. Na przełaj przez trawę wysoką na chłopa docieramy do domów. Teraz w końcu można jechać. Gdybym ja wytyczył ten odcinek trasy, miałbym przerąbane przez kilka dni. Ja jakoś tolerancyjny jestem.

Za chwilę będzie ciemno © Kajman


Kategoria Litwa