Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Kajman z wioski Kobiernice. Mam przejechane 15762.40 kilometrów w tym 1149.69 w terenie. Wlokę się z prędkością średnią 17.10 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.



button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl
baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Kajman.bikestats.pl


free counters

Najpopularniejsze zdjęcia:



  • DST 6.50km
  • Aktywność Wędrówka
Uczestnicy

Połonina Wetlińska i GOPR w akcji

Piątek, 26 lipca 2013 • dodano: 11.08.2013 | Komentarze 10


magneticlife.eu because life is magnetic

Wybierając camping Diabla Góra na miejsce spędzenia wakacji, braliśmy pod uwagę, że możemy się z niego poruszać zarówno w kierunku zabytków jak i bieszczadzkich szczytów. Nasz pobyt zaczyna dobiegać końca. Dwa tygodnie minęło jak z bicza strzelił. Pozostało nam jeszcze jedno miejsce w Bieszczadach, które chcemy zobaczyć koniecznie. To Połonina Wetlińska:)

Śmigłowiec GOPR na Połoninie Wetlińskiej © Kajman


Z campingu wyjeżdżamy wcześnie rano. Wiemy, że będzie upał więc chcemy podchodzić na szczyt w znośnych warunkach. Ela uwielbia się o mnie troszczyć, co chwilę każe mi pić i to niestety nie piwo. Czepia się o fajki. Sam też wiem, że mój organizm słabo znosi upały. Wejście na Połoninę nie jest żadnym wyczynem, ale trzeba to robić z głową. Mamy odpowiednie buty, tempo skromne, ale na szczycie jesteśmy i tak 20 minut wcześniej niż rozkład jazdy przewiduje:)

Zaczynamy podejście i od razu są schody © Kajman


Dochodzimy do skałek na przełęczy, pewnie za chwilę zaczną się widoki © Kajman


No i się zaczęły © Kajman


Nie wiadomo gdzie się patrzeć © Kajman


Wszędzie jest pięknie © Kajman


Dochodzimy do Chatki Puchatka © Kajman


Tu dopiero zaczynają się widoczki © Kajman


Oceńcie sami © Kajman


Poprzednio, gdy wchodziliśmy na Tarnicę w przy szlaku leżała młoda dziewczyna. Zasłabła, opiekunowie wycieczki wezwali GOPR. Wkrótce pojawił się quad a po chwili helikopter. Wtedy nie przyglądaliśmy się akcji. Do głowy nam nie przyszło, że dzisiaj znów będzie nam dane coś takiego zobaczyć. Mało tego, jako że duży jestem GOPRowcy poprosili mnie bym pomógł wnieść gościa, który zasłabł do helikoptera.

Zaczyna się ruch i pędzi quad GOPRu © Kajman


Błyskawicznie zostaje dopięty tobogan © Kajman


I GOPRowcy mkną w dół po gościa, który zasłabł © Kajman


Po chwili pojawiają się na szczycie i ustawiają w miejscu dogodnym koło lądowiska © Kajman


Po chwili pojawia się helikopter © Kajman


Widać, że GOPRowcy mają obcykane wszystko do perfekcji © Kajman


Już do akcji wkracza lekarz © Kajman


Po krótkim badaniu gość zostaje zapakowany do helikoptera © Kajman


I odtransportowany do szpitala © Kajman


Ela nie czekała na koniec akcji, poszła jeszcze trochę potupać. Ja zostałem jako, że miałem pomóc. Trochę głupio się czułem, gdy po wszystkim wracając do Chatki Puchatka, pan GOPRowiec zarządził brawa na moją cześć. Ja tylko pomogłem gościa na pokład helikoptera załadować a tu tylu ludzi brawa bije.
Nie czekałem długo na powrót Eli, w takich sytuacjach czas pędzi bardzo szybko.
Schodząc zastanawiałem się ile takich akcji, niepotrzebnych, GOPRowcy muszą wykonać. Gdyby ludzie idący w góry nie przeceniali swoich sił, gdyby byli odpowiednio ubrani pewnie nie padaliby jak muchy.

Droga powrotna mija nam już bez przygód © Kajman


Znów możemy się cieszyć widokami © Kajman


Jak ja bym chciał, by na szlakach turystycznych było tak sielsko © Kajman


  • DST 102.80km
  • Czas 06:14
  • VAVG 16.49km/h
  • VMAX 64.00km/h
  • Podjazdy 1209m
  • Sprzęt Kellys Aeron
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Zamykamy szlak ikon czyli Piątkowa

Środa, 24 lipca 2013 • dodano: 06.08.2013 | Komentarze 8


magneticlife.eu because life is magnetic

Pozostała nam do zaliczenia jeszcze jedna cerkiew na szlaku ikon czyli Piątkowa. Jest ona oddalona od samego szlaku, ale jak zwykle Ela planując trasę wyznacza ją tak, że odwiedzamy inne atrakcje. Tym razem zamek i pałac. Specjalną atrakcją będą przeprawy przez San. Zaliczamy kilka mostów, dwie kładki i przeprawę promową:)

Cerkiew w Piątkowej, cel naszej wycieczki © Kajman


Początkowo jedziemy znaną z innych wycieczek trasą. Stajemy w Dobrej Szlacheckiej i Uluczu by Janusz mógł zobaczyć to, co my wcześniej zwiedziliśmy. W końcu docieramy do Wary gdzie wg mapy znajduje się drewniany kościół. Mocno nas rozczarował, wygląda jak szopa na narzędzia i chyba taką ma w tej chwili rolę bo w środku stoi betoniarka:(

Kościół w miejscowości Wara © Kajman


Szybko opuszczamy to nieciekawe miejsce i jedziemy do wsi Nozdrzec. Tam jest pałac rodziny Fredro. Ta rodzina kiedyś miała połowę Bieszczad i okolic, nic dziwnego, że taki piękny pałac wybudowali. Co ciekawe pałac jest wystawiony na sprzedaż. Przez chwilę zastanawiam się czy nie podać się za kupca i zobaczyć wnętrza. Cóż, jesteśmy w strojach rowerowych i pewnie nie potraktowano by nas zbyt poważnie:(

Nozdrzec, Pałac rodziny Fredro © Kajman


Jest na sprzedaż, może ktoś jest chętny? © Kajman


We wsi Nozdrzec jest prócz pałacu jeszcze jedna atrakcja. Przeprawa promowa przez San. Nie wiem dlaczego, ale rzeczne promy zawsze mnie fascynowały, można sobie posiedzieć i poczekać. Sama przeprawa też jest ciekawa tym bardziej, że wieje wiatr na tyle silny, że potrafi przepchnąć prom pod prąd rzeki. Pan promowy musiał się trochę nagimnastykować.

Nozdrzec, prom na Sanie © Kajman


Teraz można nacieszyć się widokami:) © Kajman


I posiedzieć w chłodnym wiaterku © Kajman


Widoki na San są piękne © Kajman


Docieramy do zamku w Dąbrówce Starzeńskiej. To bardzo ciekawe i smutne miejsce. Zamek związany był początkowo z Diabełkiem Łańcuckim, synem Diabła Łańcuckiego. Bardzo ciekawa postać, a jak potrafił narozrabiać, a jak się z sąsiadami kłócił:)
Zamek dotrwał w całości do 1947 roku kiedy w ramach odwetu UPA wysadziła go w powietrze:(

Tablica © Kajman


Tyle pozostało z pięknego niegdyś zamku © Kajman


I pmyśleć, że wysadziła go w powietrze UPA w 1947 roku © Kajman


Jedziemy do celu naszej wycieczki czyli do Piątkowej. Cerkiew znajduje się kawałek drogi za wsią. By do niej dotrzeć trzeba przebić się przez chaszcze. Jest to jedna z najpiękniejszych cerkwi. Niestety jest zamknięta i pusta w środku. Od lat nie używana.

Tablica © Kajman


Cel naszej wycieczki, cerkiew w Piątkowej © Kajman


Mamy za sobą trochę podjazdów. Ela mówi, że teraz będzie z górki, nie było! Jedziemy przez Jawornik Ruski. Tam ktoś poprowadził drogę na szczyt wzniesienia prosto jak z bicza strzelił. Jeden wielki masakryczny podjazd. Kurcze, z całą pewnością projektant drogi nie myślał o rowerzystach jadących w upale:(

Miało być z górki a tu trzeba było wjechać © Kajman


Dobrze, że Ela czeka na mnie z zapasem wody:) © Kajman


Jest ładnie, ale dlaczego pot zalewa oczy? © Kajman


W Jaworniku Ruskim jest też cerkiew św. Dymitra, zbudowana w 1882 w miejscu starszej cerkwi pod tym samym wezwaniem, istniejącej co najmniej do 1830. Obok cerkwi znajduje się murowana trójkondygnacyjna dzwonnica parawanowa, służąca jako brama.
Cerkiew nie została ujęta na szlaku architektury drewnianej.

Jawornik Ruski, cerkiew św Dymitra © Kajman


Z drugiej strony © Kajman


Jak był podjazd musi być też zjazd. No i był, fantastyczny, prędkości na zjeździe przekraczały 60 km/godz. Szybko docieramy do kolejnej atrakcji. Jest nią chwiejąca się kładka na Sanie. Trochę czuję się jak w małpim gaju, ale przejście kładką daje wiele radochy, szczególnie gdy się mocno gibie na wszystkie strony:)

Trochę to przypomina małpi gaj © Kajman


Ela idzie pierwsza, było nie było jest najlżejsza:) © Kajman


Ciekawe dlaczego to się tak chybocze © Kajman


Trasa powrotna jest bardzo malownicza. Widoczkami Sanu można się długo cieszyć. Po przyjeździe do Tyrawy Solnej robię krótki objazd miejscowości by na gpsowym liczniku pojawiło się 100 km. Na liczniku setka już jakić czas temu była zaliczona:)

Niby małe górki, ale dają popalić © Kajman


Widoczek na San © Kajman


I jeszcze jeden © Kajman



  • DST 80.52km
  • Czas 05:03
  • VAVG 15.94km/h
  • VMAX 62.00km/h
  • Podjazdy 976m
  • Sprzęt Kellys Aeron
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Sanok i okolica

Wtorek, 23 lipca 2013 • dodano: 03.08.2013 | Komentarze 7


magneticlife.eu because life is magnetic

Sanok odwiedziliśmy pierwszy raz zaraz po przyjeździe na camping Diabla Góra. Pojechaliśmy oczywiście do informacji turystycznej po mapy. Przy okazji zwiedziliśmy sanocki zamek od środka czyli jedną z największych w Polsce kolekcji ikon. Na zamku jest również wystawa obrazów Beksińskiego.

Miło posiedzieć ze Szwejkiem © Kajman


Tym razem zwiedzamy Sanok na rowerach. Ponieważ wczoraj dotarł do nas Janusz jedziemy w trójkę. Zaczynamy zwiedzanie od zamku.
Opis historyczny zwiedzanych obiektów na swoim blogu wstawiła Ela więc historycznie nie będę się powtarzał.

Widok na zamek z drugiej strony Sanu © Kajman


Zamek piastowski w Sanoku © Kajman


Widok na San z murów zamku © Kajman


Trzeba przyznać, że zamek, rynek i zabytki w Sanoku są odremontowane aż szokująco. Wszystko na wysoki połysk trąci nowością. Ma to swój urok, ale też trochę razi. Trawniczki wypieszczone, lampy w chodnikach, Tak wyglądały kiedyś zamki?
Jedziemy na rynek. Tam przerwa na lody i kawę. Rynek jest równie wypieszczony, fontanny doją trochę ochłody:)

Sonocki rynek © Kajman


Wnętrze kościoła Franciszkanów stojącego przy sanockim rynku © Kajman


Druga strona sanokiego rynku © Kajman


Sanok miał farta do królowych. Brał w Sanoku ślub Jagiełło więc była od razu królowa czyli świeżo poślubiona Elżbieta Granowska. Na zamku sanockim swoich dni dożyła Zofia Holszańska zwana Sońką, czyli czwarta żona Jagiełły a matka królów. W latach 1555-1556 w zamku w Sanoku mieszkała królowa węgierska Izabela. O zasługach królowej Bony dla miasta świadczy włączenie herbu Sforza (wąż połykający Saracena) do herbu miasta.

Kościół Przemienienia Pańskiego © Kajman


Kościół Przemienienia Pańskiego, wnętrze © Kajman


Wielu rowerzystów robi klasyczną pętlę sanocką jadąc serpentynami z Sanoka do Tyrawy Wołoskiej, dalej przez Tyrawę Solną jadą z powrotem do Sanoka. Trasa ma około 40 km. Ele jednak zaplanowała inną trasę, dłuższą i z atrakcjami. Jedziemy do kolejnego zamku wybudowanego przez Kazimierza Wielkiego. Tym zamkiem jest Sobień czyli rodowe gniazdo Kmitów.

Tablica © Kajman


Zamek Kmitów na górze Sobień © Kajman


Urocze ruinki © Kajman


I przepiękny widok na San © Kajman


Planując trasy, Ela zawsze wyszukuje na mapie wszystkie ciekawe obiekty. Tym razem odwiedzamy cztery drewniane kościoły, które kiedyś były cerkwiami. Nie są one na Szlaku Architektury Drewnianej więc nie mamy szans zerknąć do środka. Swoją drogą zastanawiałem się dlaczego nie włączono ich do żadnego szlaku?

Pierwszym odwiedzonym obiektem jest kościół w Olchowicach © Kajman


Drugim jest kościół w Monastercu © Kajman


Trzecim jest kościół w Bezmiechowej © Kajman


A czwartym jest kościół w Wańkowej © Kajman


W Bezmiechowej zatrzymujemy się na chwilkę by popatrzeć na starty i lądowania szybowców na miejscowym lotnisku. Ciekawie to wygląda, szybowce startują jak z procy bez samolotu holującego i idą natychmiast w górę:)

Bezmiechowa, lotnisko szybowców © Kajman


Ląduje szybowiec © Kajman


Trasa prowadzi nas po górach Słonnych, te dwa "n" to nie pomyłka, tak się nazywają. Są niewielkie, ale to dobrze, bo upał daje się we znaki. Podjazdy są długie, ale łagodne za to zjazd jest fantastyczny:)

Ela na podjeździe © Kajman


Góry Słonne © Kajman


Docieramy do Tyrawy Wołoskiej. Tutaj zakupy i na camping. To był udany dzień a wieczór jeszcze lepszy:)

Zakupy zrobione, można wracać na camping © Kajman



  • DST 9.50km
  • Aktywność Wędrówka
Uczestnicy

Tarnica

Poniedziałek, 22 lipca 2013 • dodano: 01.08.2013 | Komentarze 7


magneticlife.eu because life is magnetic

Dzisiaj przyjedzie nasz przyjaciel rowerowo karawaningowy Janusz. Będzie po południu. Postanawiamy więc wyskoczyć na Tarnicę by wrócić nim dojedzie na camping w Diablej Górze. Ruszamy skoro świt. Mamy do przejechania 100 km do celu.

Krzyż na szczycie tarnicy © Kajman


Tarnica (1346 m n.p.m.) to najwyższy szczyt polskich Bieszczadów i województwa podkarpackiego, wznoszący się na krańcu pasma połonin, w grupie tzw. gniazda Tarnicy i Halicza. Należy do Korony Gór Polski.
Jest upalny dzień, idziemy sobie powolutku do celu.

Na tę górę mamy wejść © Kajman


Ścieżka początkowo prowadzi przez las i jest ściśle wytyczona © Kajman


Po wyjściu z lasu pokazują się widoki © Kajman


Połonina w całej krasie © Kajman


Podczas wchodzenia zauważyłem pewną prawidłowość. Są ludzie, którzy zasuwają pod górę jak małe auta, mają plecaki i są odpowiednio ubrani. Widać, że to wędrowcy. Są inni ludzie, którzy też zasuwają pod górę jak małe auta, ale na początku. Po chwili stają i sapią jak lokomotywy by znów zasuwać. Na trzecim przystanku stają i zastanawiają się czy wzywać GOPR czy też dojdą do siebie. Ci mają trampki lub dziwne sandałki.

Docieramy na przełęcz © Kajman


Teraz idziemy na szczyt © Kajman


Ela z przytupem © Kajman


Szczyt Tarnicy wznosi się ponad 500 m nad dolinę Wołosatki i wyróżnia się osobliwą sylwetką. Od sąsiedniego masywu Krzemienia grzbiet (faktycznie zwornikiem jest Tarniczka) oddzielony jest głęboką Przełęczą Goprowską, natomiast z Szerokim Wierchem łączy się charakterystyczną, ostro wciętą w grzbiet przełęczą o wysokości 1275 m n.p.m., od której pochodzi nazwa góry (w języku rumuńskim słowo "tarniţa" oznacza siodło, przełęcz).

Widoczek ze szczytu Tarnicy © Kajman


Widoczek ze szczytu Tarnicy © Kajman


Widoczek ze szczytu Tarnicy © Kajman


Widoczek ze szczytu Tarnicy © Kajman


Gdy nacieszyliśmy się widokami zaczęliśmy schodzić. Nagle na granicy lasy widać spore poruszenie. Ludzie dzwonią i biegają. Leży na ziemi młoda dziewczyna i jest na granicy utraty przytomności. Po chwili pojawiają się GOPRowcy quadem. Po następnej chwili słychać śmigłowiec. Nie chcieliśmy się gapić na to co się dzieje i poszliśmy dalej. Cóż, i tak na następnej wycieczce na Połoninę Wetlińską sytuacja się powtórzyła, ale tam już wnosiłem gościa do śmigłowca.
W góry trzeba iść z rozumem.

Połonina z góry © Kajman


Tarnica w pełnej okazałości © Kajman


Widok na ścieżkę do granicy lasu © Kajman


  • Aktywność Chodzenie
Uczestnicy

Solina

Niedziela, 21 lipca 2013 • dodano: 31.07.2013 | Komentarze 6


magneticlife.eu because life is magnetic

Wiemy, że jutro dołączy do nas Janusz, więc przyszły tydzień poświęcimy na zwiedzanie rowerowe. Trzeba jednak wpaść w Bieszczady, tym bardziej, że Ela jeszcze nigdy w Bieszczadach nie była. Camping Diabla Góra jest również dobrym miejscem wypadowym w tamtą stronę:)

Widok z zapory solińskiej © Kajman


Widok na jeziro z zapory © Kajman


Rano na zaporze jest jeszcze luzik © Kajman


Wyjeżdżamy z campingu skoro świt bojąc się upału. To była dobra decyzja. Co prawda nie upał był zmorą chociaż dawał się we znaki, ale tłumy ludzi i samochodów. Czyżby wszyscy w tym dniu chcieli wybrać się nad Solinę?
Udało się bez problemu znaleźć parking. Później wszystkie miejsca parkingowe były zajęte. Auta stały wzdłuż drogi a ponieważ jest tam głęboki rów, byli tacy co przy próbie parkowania do owego rowu wjechali i tylko kufer im wystawał:(

Widok na zaporę © Kajman


Widok na zaporę od strony jeziora © Kajman


Pierwsze wrażenie z Soliny lekko mnie zmroziło. Zaraz za zaporą są ustawione karuzele, jakieś małpie gaje, jakieś kioski z goframi czy piwem. Każdy z nich ma włączoną "muzykę" na cały regulator starając się być głośniejszym od sąsiada. Idąc słychać jedynie umca, umca a kawałek dalej gich tarara, gich tarara.

Wszędzie są parasole, knajpki i karuzele © Kajman


Jest też sporo wypożyczalni sprzętu pływającego © Kajman


Początkowo chcieliśmy wypożyczyć rower wodny, ale zmroziła nas cena. 30 zł za godzinę to spora przesada. Decydujemy się na rejs statkiem po jeziorze, ale i to nie jest takie proste. Co prawda stateczków jest kilka, ale bilety na przejażdżkę trzeba kupować wcześniej bo chętnych jest jeszcze więcej. W końcu udało się kupić bilet:)

Jakiś dziwny rower © Kajman


Jezioro solińskie jest bardzo ładne © Kajman


Wieje zimny wiatr więc delektujemy się widokami © Kajman


Na forum karawaningowym często wymieniany jest Polańczyk. Byłem ciekaw jak to wygląda. Niestety było widać spory tłok na campingu. Dźwięk po wodzie też się niesie, a że to od zapory niedaleko więc pewnie owe umca umca jest słyszalne:(

Na campingu w Polańczyku tłoczno © Kajman


Solina to raj dla wedkarzy © Kajman


Podczas rejsu na stateczku tez leci muzyka. Początkowo jakieś zicpolki i to po niemiecku. Pewnie ktoś się wnerwił bo w końcu zmienili płytę i puścili Keję i inne szanty.
Zmęczeni hałasem jedyne czego pragniemy to uciec do auta i wracać na Diablą Górę, ale to też nie jest proste. Trzeba się przebić przez tłum na deptaku z pamiątkami. Krupówki czy Gubałówka są równie oblężone. Cóż to nie są moje klimaty:(

Może serek, może toporek albo chociaż magnes na lodówkę © Kajman


Każdy znajdzie pamiątkę dla siebie © Kajman


A Indianer gra z głośników © Kajman


By odpocząć po doznaniach Soliny, drogę powrotną wybieramy tak by ominąć Sanok i przejechać serpentynami na drodze Sanok Przemyśl. Jest tam punkt widokowy na Bieszczady i Góry Słonne. Zatrzymujemy się tam na dłuższą chwilę. Tak, teraz jestem zadowolony:)

Można w końcu trochę odpocząć i nacieszyć oczy © Kajman


Tu można długo podziwiać © Kajman


  • DST 6.00km
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Krasiczyn i Przemyśl

Sobota, 20 lipca 2013 • dodano: 30.07.2013 | Komentarze 12


magneticlife.eu because life is magnetic

Wiem, że wpisy nie rowerowe czasami kogoś na BS denerwują, ale kilka tego typu wpisów z tegorocznych wakacji się pojawi. Robię to po pierwsze by pamiętać co widzieliśmy, po drugie by zachęcić turystów do zwiedzenia tych miejsc, a są one w odległości nie przekraczającej 100 km od campingu Diabla Góra i po trzecie by pokazać, że bardzo ciekawe miejsca mamy pod nosem a wielu z nas ich nie widziało spędzając wakacje na chorwackich kamplach w niesamowitym upale płacąc za to majątek.

Pałac w Krasiczynie © Kajman


Pałac w Krasiczynie chciałem zwiedzić od dawna. Byłem ciekaw jakie będzie wrażenie w porównaniu z Pszczyną, Książem, Kozłówką czy choćby z Baranowem. Ponieważ Krasiczyn jest oddalony od campingu o 65 km i chcemy jeszcze zobaczyć Przemyśl, jedziemy autem.

Wieża zegarowa © Kajman


Zamek w Krasiczynie został wybudowany w stylu renesansowo-manierystycznym, pierwotnie zbudowany na przełomie XVI i XVII w. Budowę zamku rozpoczął Stanisław Krasicki. Charakterystyczne dla niego są 4 odmienne wieże narożne: Boska, Papieska, Królewska i Szlachecka.

Baszta Szlachecka © Kajman


Baszta Boska © Kajman


Zamek jest przepięknie odremontowany. Niestety podczas II wojny światowej trafił w ręce Rosjan. Ci zniszczyli całe wyposażenie zamku, rozbili nawet komory grobowe w poszukiwaniu skarbów więc wnętrza nie są jakoś specjalnie powalające.

Zachowała się kaplica © Kajman


Mnie zaciekawił pewien ornat, ciekawe dlaczego? © Kajman


Z Krasiczyna jedziemy do Przemyśla, to raptem 10 km. Przemyśl wielu kojarzy się z twierdzą i Szwejkiem, którego po przebraniu się w Rosyjski mundur uwięziono w przemyskich kazamatach. Jednak zwiedzanie twierdzy Przemyśl jest trochę inne niż zwiedzanie twierdzy Kłodzko czy Srebrnej Góry. W Przemyślu forty nie są w jednym miejscu, ale są rozrzucone wokół miasta. Większość została wysadzona, ale można trafić też na całkiem dobrze zachowane obiekty.

Twierdza Przemyśl, tablica © Kajman


Tyle pozostało © Kajman


Są też świetnie zachowane obiekty © Kajman


Są dwa miasta w Polsce mocno związane ze Szwiejkiem. To właśnie Przemyśl i Sanok. Postanowiliśmy odnaleźć dzielnego wojaka. Nie było to zbyt trudne ponieważ siedzi sobie w rynku i trzyma kufelek. Tylko skąd on miał wtedy Tyskie?

Przysiadłem się do Szwejka © Kajman


Kurcze, co on pije? © Kajman


Szwejk w Przemyślu ma wielu przyjaciół © Kajman


Zwiedzanie Przemyśla zaczynamy od rynku i odwiedzenia informacji turystycznej. Tam dostajemy mapki i wyznaczamy sobie trasę zwiedzania. Większość najważniejszych atrakcji mieści się wokół rynku a jest ich do zobaczenia sporo.

Pomnik Sobieskiego © Kajman


Przemyśł ma piękny rynek chociaż pochyły © Kajman


Po zwiedzeniu rynku idziemy do muzeum fajek i dzwonów. Muzeum mieści się w wieży cerkiewnej zwanej zegarową. Przemyśl słynie na cały świat właśnie z produkcji fajek, dzwony przemyskie są równie znane i w kościołach i na statkach. Z wieży jest też piękny widok na całe miasto:)

Wieża cerkiewna zwana zegarową © Kajman


Zbiór fajek jest imponujący © Kajman


Jest też sporo dzwonów © Kajman


Przemyśl to miasto wielu religii i wyznań. Można znaleźć przepiękne kościoły i cerkwie. Tu historia przez wieki się przeplatała co dało wyraz w tyglu wyznaniowym.

Widok z wieży na archikatedrę bizantyjsko ukraińską św. Jana Chrziciela © Kajman


Wnętrze archikatedry bizantyjsko ukraińską św. Jana Chrziciela © Kajman


Bazylika archikatedralna Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Jana Chrzciciela jest równie piękna jak cerkiew znajdująca się tuż obok. Są w niej groby Fredrów. Budowę obecnej katedry w stylu gotyckim rozpoczął wraz z Kapitułą biskup Mikołaj Błażejowski w 1495 roku. W 1733 roku zawaliło się sklepienie, niszcząc częściowo wyposażenie kościoła. Do roku 1744 kościół odbudowano, a na przełomie XIX i XX wieku poddano go kolejnej przebudowie, przywracając najstarszym częściom kościoła gotycki charakter.

Bazylika archikatedralna Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Jana Chrzciciela w Przemyślu © Kajman


Wnętrze Bazyliki archikatedralnej © Kajman


Grobowiec hrabiego Fredro © Kajman


Element na ścianie © Kajman


Teraz czas na wycieczkę na przemyski zamek. Pierwszy zamek został wzniesiony na wzgórzu po roku 1340, za panowania Kazimierza Wielkiego w miejscu drewniano-ziemnego grodu, w którym już w początkach XI wieku król Bolesław Chrobry zbudował murowaną romańską rotundę i palatium.

Zamek Kazimierzowski – renesansowy zamek w Przemyślu © Kajman


Na dziedzińcu zamkowym © Kajman


Na koniec zwiedzania Przemyśla zostawiliśmy sobie wzgórze Zniesienie górujące nad miastem. Można tam podziwiać wspaniałą panoramę miasta i okolic. Tak naprawdę tylko liznęliśmy zabytki i atrakcje Przemyśla, ale i tak byliśmy pod wielkim wrażeniem miasta:)

Wzgórze Zniesienie i panorama Przemyśla © Kajman


Widok na San © Kajman


  • DST 86.78km
  • Czas 05:40
  • VAVG 15.31km/h
  • VMAX 58.00km/h
  • Podjazdy 987m
  • Sprzęt Kellys Aeron
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Na szlaku

Piątek, 19 lipca 2013 • dodano: 20.07.2013 | Komentarze 3


magneticlife.eu because life is magnetic

Na szlaku, ale jakim? Tu jest trudna odpowiedź bo szlaków było kilka. Był szlak Architektury Drewnianej I, Szlak Architektury Drewnianej II, był szlak Doliny Sanu, nawet szlak ropy naftowej też był. Mieszały się te szlaki ze sobą a przecież tylko jechaliśmy do kuzynki na obiad:)

Trasa rowerowa Doliny Sanu © Kajman


Po drodze staraliśmy się odnaleźć i odwiedzić ciekawe miejsca, a ponieważ na Podkarpaciu drewnianej architektury jest sporo, to trzeba było trochę drogi nadłożyć.

Kapliczka rodziny Fredro w Temeszowie © Kajman


Tym razem tylko raz mieliśmy problem z kluczami do cerkwi bo pani od kluczy kosiła trawę i trzeba było negocjować by kościół otworzyła. Udało się, ale wnętrze mocno nas rozczarowało. I pomyśleć, że człowiek specjalnie tam jechał pod sporą górę:(

Tablica © Kajman


Obarzym i jego ośmioboczny kościół, którego nie było jak sfocić:( © Kajman


Wnętrze niespecjalnie zachwyca © Kajman


Dalej znalazły się dwa obiekty z początku XX wieku, jedyne na Podkarpaciu obiekty w stylu zakopiańskim. Była to plebania w Dydni i kościół w Jabłonce. Tu do środka nie zaglądaliśmy.

Tablica © Kajman


Plebania w Dydni © Kajman


Tablica © Kajman


Kościół z stylu zakopiańskim w Jabłonce © Kajman


Kiedyś na Podkarpaciu pewien aptekarz bawił się ropą naftową, zrobił zresztą pierwszą naftową lampę. Do dzisiaj można spotkać szyby naftowe, ale Kuwejtu to raczej tu nie ma.

Polski Kuwejt czyli szyby naftowe w Grabownicy © Kajman


Zawsze coś tam nakapie © Kajman


Do celu naszej wycieczki, czyli Humnisk, docieramy pół godziny przed czasem, ale mamy co robić bo w Humniskach jest jeden z najstwrszych, bo z XV wieku kościołów drewnianych w Polsce. Tu kluczy szukać nie trzeba. Pierwsze drzwi kościoła są otwarte a drugie mają szybkę i można zajrzeć:)

Tablica © Kajman


Kościół w Humniskach ma ponad 500 lat © Kajman


Zbudowany na planie krzyża więc z drugiej strony wygląda podobnie © Kajman


Wnętrze © Kajman


Teraz obiadek i rodzinne pogaduchy, ale czas leci. Trzeba jeszcze wrócić na camping. Z pełnym brzuchem ciężko się jedzie, więc w drodze powrotnej odwiedzamy tylko jedną cerkiew w Jurowcach.
Akurat trwa remont. Nie przeszkadza to jednak wiernym w odmawianiu zdrowasiek. Dlatego oglądamy wnętrze z pozycji drzwi.

Tablica © Kajman


Cerkiew a obecnie kościół w Jurowcach © Kajman


Dzwonnica przy kościele w Jurowcach © Kajman


Wnętrze kościoła w Jurowcach © Kajman


W środku zdrowaśki a tu łup © Kajman


W końcu zbliżamy się do campingu więc zaczynają pojawiać się sielskie widoki doliny Sanu. Teraz tylko zimne piwko może nas uratować. Upał i podjazdy dały się we znaki.

Dolina Sanu © Kajman



  • DST 12.00km
  • Aktywność Pływanie
Uczestnicy

Spływ Sanem i Monstertrak

Czwartek, 18 lipca 2013 • dodano: 18.07.2013 | Komentarze 9


magneticlife.eu because life is magnetic

Dzisiaj w pełni korzystamy z atrakcji organizowanych przez camping Diabla Góra.
Dzień zaczynamy od spływu Sanem, oczywiście naszym ulubionym sprzętem czyli kanadyjką:)
Wieczorem czeka nas jeszcze jedna atrakcja, szaleństwa Monstertraka:)

Oj, będzie się działo:) © Kajman


Zaczynamy jednak od spływu. Zostajemy dowiezieni do Sanoka. Tu jest początek spływu. Mamy dopłynąć na z powrotem na camping. Trasa ma 12 kilometrów i jest przepiękna. Szkoda tylko, że jest niski poziom wody, ale w zasadzie jest to dodatkowa atrakcja. Trzeba trochę pomanewrować by nie szorować kanadyjką po kamieniach:)

Jesteśmy w swoim żywiole © Kajman


Miejsce startu © Kajman


San jest spokojny © Kajman


Można napawać się widokami © Kajman


Zaskoczyła mnie nieprawdopodobna ilość czapli siwych nad brzegiem Sanu. Nigdy tylu w jednym miejscu nie widziałem. Co dziwne pozwalały do siebie podpłynąć stosunkowo blisko zanim zwiewały:)

Czapla siwa nad brzegiem Sanu © Kajman


No i odleciała © Kajman


Brzegi Sanu © Kajman


Dopływamy do celu © Kajman


Już widać przystań na kampingu © Kajman


Gdy weszliśmy do przyczepy zastaliśmy gościa, odwiedziła nas jaszczurka. Popatrzyła na nas zdziwiona i sobie poszła

Dinozaur © Kajman


Wieczorkiem czeka nas kolejna atrakcja. Jazda offroadowa Monstertrakiem. Ela jedzie w kabinie przypięta pasami i kręci film. Ja na pace, zdecydowanie będę miał większe doznania:)
Auto to istny potwór, normalnie ma 500 koni a jak się włączy reduktor moc wzrasta do ponad 1000:)

Elę trzeba wepchnąć do środka co chyba trochę dziwi Cezarego:) © Kajman


Gdy już wsiadła to widać zadowolenie na twarzy © Kajman


Mnie wsadzili na pakę © Kajman


Ale mogłem sobie trochę poszpanować © Kajman


Zaczynamy jazdę. Jest kurz, jest wiatr we włosach, jest sporo adrenaliny. Jazda na pace jest lepsza niż jazda kolejką górską:)

Jedziemy przez rzekę © Kajman


Jedziemy po plaży © Kajman


Jedziemy po moście © Kajman


Jest ostro © Kajman


Mijamy się spokojnie © Kajman


Teraz parę fotek ludzi. Popatrzcie na miny i reakcje, dziewczyny będą jazdę długo pamiętać, my zresztą też:)

Jest trochę strachu © Kajman


Jest adrenalina © Kajman


Jest chopka jest atrakcja © Kajman


Jest podziwianie widoków ze szczytu góry © Kajman


Jest też pełnia szczęścia © Kajman


To był mocny dzień, który zostanie w pamięci na długo:)
Ela na swoim blogu będzie miała filmik:)

  • DST 17.65km
  • Czas 01:08
  • VAVG 15.57km/h
  • VMAX 48.00km/h
  • Podjazdy 278m
  • Sprzęt Kellys Aeron
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Znów ikony

Środa, 17 lipca 2013 • dodano: 17.07.2013 | Komentarze 5


magneticlife.eu because life is magnetic

Dzisiaj kolejne cerkiewki są do zwiedzenia. Znów sytuacja się powtarza, tak jak wczoraj główną przeszkodą jest pozyskanie człowieka z kluczem do cerkwi. W Tyrawie Solnej człowiek został odnaleziony szybko i chociaż oderwaliśmy go od obierania grzybów zbytnio nie protestował i poszedł z nami do kościoła a raczej dawnej cerkwi. Cerkiew w Tyrawie Solnej należy do najpiękniejszych.

Cerkiew w Tyrawie Solnej, obecnie kościół katolicki © Kajman


Tablica © Kajman


Cerkiew z drugiej strony © Kajman


Wnętrze cerkwi © Kajman


Sufit też jest piękny © Kajman


Największe skarby cerkwi czyli carskie wrota © Kajman


Ikonostas zachowany w całości © Kajman


Dalej jedziemy do Siemuszkowej. Tu zaczynają się schody. Człowieka z kluczem lokalizujemy bez problemu, ale człowiek jest zbiesiony. No może nie człowiek się zbiesił, ale sołtys, który stanowczo zabronił wpuszczać turystów do kościoła. Trzeba było trochę ponegocjować i sezam został otwarty.

Tablica © Kajman


Cerkiew w Siemuszkowej © Kajman


Cerkiew jest na sporej górce © Kajman


Wnętrze © Kajman


Sufit i tu jest pięknie malowany © Kajman


Carskie wrota © Kajman


Dalej jedziemy do Hołuszkowa. Znów poszukiwanie człowieka z kluczem. Pani stwierdza, że kolana ją bolą. Na szczęście pojawia się przesympatyczna córka, gdy się dowiedziała, że jesteśmy z okolic Bielska ucieszyła się. Jedzie na wesele w nasze okolice, więc dodatkowo pozwoliła nam zamykać carskie wrota i sporo opowiadała.

Tablica © Kajman


Cerkiew w Hołuszkowie © Kajman


Z drugiej strony © Kajman


Wnętrze z ikonostasem © Kajman


Carskie wrota w całej okazałości © Kajman


W cerkwi są dwa drzewa genealogiczne, to całkowity unikat © Kajman


Problem w tym, że nikt nie wie jakie rody przedstawiają © Kajman


Kto znajdzie czaszkę na tej ikonie? © Kajman


Przed cerkwią jest figura, do której strzelało UPA, nawet widać pocisk © Kajman


Teraz okazuje się, że mamy problem. Przyzwyczajeni do plastikowych pieniędzy dowiadujemy się, że jedyny bankomat jest w Sanoku. Trudno jechać dalej bez kasy. Trzeba zawrócić i udać się do źródełka po kasę:(
Jeszce tam wrócimy bo dalsza część trasy jest bardzo ciekawa:)

Na koniec parę fotek z odwiedzonego w poniedziałek zamku w Odrzykoniu. To ten zamek, który był własnością hrabiego Fredry i w którym przez wiele lat były takie jaja, że Fredro na podstawie autentycznych wydarzeń napisał Zemstę.

Zamek Kamieniec w Odrzykoniu © Kajman


Pięknie zachowana ruina © Kajman


Sławny mur © Kajman


Pomnik Kościuszki © Kajman



  • DST 30.50km
  • Teren 3.00km
  • Czas 01:54
  • VAVG 16.05km/h
  • VMAX 50.00km/h
  • Podjazdy 434m
  • Sprzęt Kellys Aeron
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Szlak ikon

Wtorek, 16 lipca 2013 • dodano: 16.07.2013 | Komentarze 9


magneticlife.eu because life is magnetic

Wybraliśmy się na wakacje w miejsce przepiękne, aczkolwiek mało znane czyli do Tyrawy Solnej w okolicach Sanoka. Jest to wiele do zwiedzenia. Miejsce jak magnes ściąga tłumy Francuzów, Niemców czy Hiszpanów pragnących zobaczyć np. szlak ikon:)



Pierwsze dwa dni pogoda nas nie rozpieszczała. Dzisiaj pojawiło się słoneczko a co najważniejsze przestało lać. Postanowiliśmy pojechać krótką trasę, ale z wielką ilością atrakcji i to na wielką skalę:)

Rowery gotowe do drogi © Kajman


Wycieczkę zaczynamy od Mrzygłodu. Trzeba raptem przejechać most na Sanie i już jesteśmy. Mrzygłód słynie z dwóch rzeczy. Pierwszą jest kościół który król Jagiełło kazał wybudować jeńcom krzyżackim wziętym do niewoli pod Grunwaldem. To był dobry pomysł, co prawda wybudowali kościół murowany i niezbyt wielki.

Pomnik Jagiełły w Mrzygłodzie © Kajman


Kościół budowany przez jeńców krzyżackich © Kajman


Przykościelna dzwonnica © Kajman


Drugą atrakcją Mrzygłodu jest drewniana zabudowa rynku. Kurcze, więcej człowiek chodził niż jeździł. Wszystko oddalone o rzut beretem

Drweniana zabudowa w Mrzygłodzie © Kajman


Kolejny etap to Hłomcza i drewniana cerkiew Soboru Bogarodzicy. Cerkiew jest greckokatolicka i powstała w 1859 roku.
Okazuje się, że dodatkową atrakcją dzisiejszej wycieczki będzie gra w podchody, czyli poszukiwanie kluczy do cerkwi i kościołów. W Hłomczy niestety nam się nie udało:(

Tablica © Kajman


Cerkiew greckokatolicka w Hłomczy © Kajman


Cerkiew w Hłomczy z drugiej strony © Kajman


Dzwonnica w Hłomczy © Kajman


Dalej jedziemy do Łodziny. Tutaj jest cerkiew, w której obecnie jest kościół katolicki. Na szczęście wnętrze kościoła a raczej cerkwi zostało zachowane. Tu mamy szczęście, udaje nam się odnaleźć przesympatyczną panią, która ma klucze i wpuszcza nas do środka. Coś pięknego, zobaczcie sami:)

Tablica © Kajman


Dawna cerkiew greckokatolicka w Łodzinie © Kajman


Obecnie jest kościół katolicki © Kajman


Ołtarz taki jak w cerkwi © Kajman


Ikonostas zachowany w całości © Kajman


Teraz kierujemy się do Witryłowa. Tam też jest kościół drewniany. Tu spotyka nas jedyne dzisiejszego dnia rozczarowanie. Kościół po kilkudziesięciu latach upadku został odbudowany. Niestety wnętrze się nie zachowało więc kluczy nie szukaliśmy.

Jedziemy do Witryłowa © Kajman


Tablica © Kajman


Kościół w Witryłowie © Kajman


Trzeba przeprawić się na drugą stronę Sanu © Kajman


Ela dzielnie jedzie choć wąsko © Kajman


Tablica © Kajman


Teraz dojeżdżamy do najpiękniejszej cerkwi sławionej we wszystkich europejskich przewodnikach czyli do Ulucza. Niestety cały ikonostas został przeniesiony do muzeum zamkowego w Sanoku. We wnętrzu zachowało się ściana ikon których nie dało się przenieść. Po klucz muszę przejechać przez całą wioskę. Bardzo miła pani przyjeżdża i wpuszcza nas do środka.

Tablica © Kajman


Cerkiew w Uluczu © Kajman


Z drugiej strony © Kajman


Tak mi się podobała, że sfociłem ją z każdej strony © Kajman


Z tyłu też © Kajman


Oryginalne ikony zachowane wewnątrz cerkwi © Kajman


Ikonostas został przeniesiony do Sanoka © Kajman


W końcu docieramy do Dobrej. To już ostatnia cerkiew do zwiedzenia dzisiaj. Zlokalizowaliśmy panią dysponującą kluczami. Nie miała czasu by pójść z nami, ale sąsiad za flaszkę piwa poszedł i mogliśmy zobaczyć wnętrze cerkwi:)
Sytuacja wygląda podobnie jak w Łodzinie. Cerkiew obecnie jest kościołem katolickim.

Tablica © Kajman


Cerkiew Greckokatolicka w Dobrej, obecnie kościół katolicki © Kajman


Z drugiej strony © Kajman


Wnętrze cerkwi w Dobrej © Kajman


Ikonostas © Kajman


Sufit też jest piękny © Kajman